W "Operze za trzy grosze" kataryniarz kręcił korbką i śpiewał:
W oceanie są rekiny,
Mają zębów pełen pysk,
Długi nóż ma Mackie Majcher,
Lecz któż widział jego błysk?
W którejś francuskiej komedii muzycznej kataryniarz był na początku filmu, a potem jeszcze kilka razy, komentując akcję. Kataryniarze byli też w innych filmach. Jeśli mnie pamięć nie myli, to kataryniarz śpiewał w “Zakazanych piosenkach”:
Dnia pierwszego września roku pamiętnego
Wróg napadł na Polskę z kraju sąsiedniego.
Zdjęcie: Archiwum
Widziałem przed wojną kataryniarza z papugą we Lwowie. Papuga nie śpiewała, tylko mówiła. On też nie śpiewał, tylko kręcił korbką, a katarynka grała walczyka. Wrzuciłem mu monetę do pudełka. Pudełko było blaszane, więc monety głośno brzęczały. Nie ma już chyba nigdzie kataryniarzy, jak nie ma skrzypków na dachu.
Pół wieku temu był wszechświatowy przebój, śpiewany w różnych językach w wielu krajach. Żadna piosenka ani przedtem, ani potem tak się nie rozpanoszyła. Dlaczego właśnie ta katarynkowa melodyjka, a nie żadna inna? Na przykład “Żółte kalendarze” albo “Znamy się tylko z widzenia”? Pierwsze słowa były włoskie “Que sera, sera”, co będzie, to będzie, a potem piosenkarka ciągnęła w swoim języku.
Melodia nie była zbyt smutna, ale tekst pesymistyczny, bo nie tylko nie wiemy, co się wydarzy, ale, według tej piosenki, nic nie możemy zrobić, żeby wydarzeniom nadać pożądany przez nas kierunek. Determinizm, można fachowo powiedzieć. Co będzie, to będzie, i nie ma rady.
Jeszcze dawniej, bo aż przed wojną, był weselszy rysunkowy film Walta Disneya “Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków”. Wchodzi właśnie do sprzedaży DVD z tym odrestaurowanym filmem, a ja pamiętam z dzieciństwa przedwojenną polską wersję. Jako królewna Śnieżka mówiła i pięknie śpiewała Barbara Kostrzewska, krasnoludkami zaś był chór Dana. “Hej ho, hej ho, do pracy by się szło”. Kto śpiewał jako zakochany od pierwszego wejrzenia królewicz “Serce mam tylko jedno”, tego nie pamiętam.
Widziałem ten film dwa albo może trzy razy w kinie Słońce w Łucku. Nie musiałem płacić za bilet, bo kino wybudował mój ojciec. Po wojnie przebudował postawiony przez Niemców brzydki budynek teatru w Gdyni. Teraz to ładny Teatr Muzyczny, w którym czasem ekran zastępuje scenę, bo odbywa się w nim festiwal filmów polskich. Przez jakiś czas był to Teatr Wybrzeże. Bogumił Kobiela grał w nim obłąkanego cesarza Kaligulę w sztuce Roztworowskiego. Kilku aktorów grało potem Kaligulę w filmach, lecz nie było lepszego niż Kobiela.
Zobaczyłem przypadkowo nową wersję “Różowej pantery”. Czołówka rysunkowa jak dawniej, ten sam motyw muzyczny, ale cóż z tego? Steve Martin to całkiem niezły komik, ale Peter Sellers to on nie jest. Jest głupia scena, w której przebiera się w strój papieża i wychodzi na balkon na placu św. Piotra w Watykanie. Film w sumie lichy, ale coś mnie zdumiało.
Nie miałem pojęcia, że gra w nim jedna z największych gwiazd Bollywoodu, piękna, przepiękna Aishwaira Rai, która zresztą po wyjściu za mąż dodała sobie drugie nazwisko. Nie ma tak pięknej aktorki ani w Ameryce, ani w Australii, a w Europie może tylko podobna jest do niej Anna Przybylska. Aishwaira gra w tej marnej komedii złodziejkę klejnotów i bandytkę z rewolwerem w ręku, którą demaskuje inspektor Clousot, czyli w tym filmie Steve Martin. Przykrość.
Peter Sellers grał znakomicie nie tylko inspektora Clousot, ale także między innymi Nikodema Dyzmę, choć nazywał się inaczej, bo była to przeróbka. Jerzy Kosiński napisał powieść “Being There”, nie mówiąc nikomu, że to Dyzma. No i zrobiono z tego film. Trochę zmian. Akcja przeniesiona do Ameryki, Nikodem jest początkowo ogrodnikiem, pewną rolę gra telewizja, której nie było, gdy Dołęga-Mostowicz pisał przed wojną “Karierę Nikodema Dyzmy”. Prócz tego wszystko tak samo. Sellers równie dobry jak Adolf Dymsza.
A taneczek na estradzie w czasie śpiewania piosenki wykonywali też inni, choćby Elvis Presley, a jeszcze częściej piosenkarki, ostatnio Lady Gaga. Kayah wykonywała taneczek w białym kożuszku pod gołym niebem, gdy skończył się wiek XX i zaczynał się XXI. Nagrodę pokojową Nobla bardzo łatwo w wieku XXI dostać. Ostatnio wystarczyło, że to nie jest Bush.
Nie ma jeszcze takiej konkurencji, ale jeśli będzie turniej najszybciej mówiących aktorek, do finału dojdą Anna Przybylska i Kristen Wiig z “Saturday Night Live”. I jedna, i druga potrafi mówić tak szybko, że łapie się tylko pojedyncze słowa. Która zajmie pierwsze miejsce, nie wiem.
Miałem sen. Byłem kataryniarzem z papugą. W Saskim Ogrodzie koło fontanny kręciłem korbką, katarynka grała “Que sera, sera”, papuga podśpiewywała, a spacerowicze wrzucali mi monety do blaszanego pudełka.
Bo miewamy czasem głupie sny,
Ale potem się budzimy i –
Jesteśmy na wczasach,
W tych góralskich lasach,
W promieniach słonecznych opalamy się.
(Wojciech Młynarski)