Bookmark and Share

Zmiana dyrygenta

Autor: Jan Latus
2009-10-16

Może istnieje coś takiego, jak przeczucia? Podczas niedawnych wakacji w Tajlandii, skuszony niskimi cenami, kupiłem sobie trzy garnitury. Na co mi właściwie garnitury? Przecież te swoje felietony mogę pisać w domu, siedząc w brudnych gaciach!
Teraz garnitury przydadzą się, nawet ten czarny.
Od poniedziałku piastuję bowiem funkcję kierowniczą. Jestem szefem. Bossem. Mogę nie tylko ludzi rugać, ale ich nawet zwalniać. Dodawać i ujmować im pracy. Czekać na ich podlizywanie się i hołdy. Przyglądać się nieufnie uśmiechom, ale jednak na nie czekać.
Jestem teraz redaktorem naczelnym. Więcej, takim w garniturze.
Są na świecie dwie, może trzy osoby, które uważają, że sobie na to zapracowałem. Pierwszą jest mój tata, osoba prostoduszna i uczciwa. Sądzi on, że sobie zasłużyłem, gdyż uważa synka za osobę: pracowitą, ambitną, uczciwą, zdolną, inteligentną itd., a takie cechy zostają w końcu w pracy – uważa on naiwnie – zauważone. Podobnie myślałaby, i też byłaby ze mnie dumna, jestem tego pewien, moja Mama. Szkoda, że tego nie dożyła.
Trzecią i ostatnią osobą w kosmosie, która uważa, że stała się sprawiedliwość, jestem ja.
No cóż – każdy z nas w redakcji nosił w plecaku buławę marszałka. Przez 19 lat już lat pracy w "Nowym Dzienniku", wespół z kolegami, gromadziłem się w prywatnych mieszkaniach (– Co to za zgromadzenie? Rozejść się!), podczas których to spotkań narzekaliśmy, oczywiście, na miejsce pracy: szefów, stosunki, kolegów, pensje, absurdy, złą organizację. Ach, gdyby tylko cokolwiek od nas, młodych, zależało!
Schemat był taki sam, jak w przypadku rewolucji politycznych: spiskowcy zawsze są przekonani, że wprowadzą lepsze, sprawiedliwsze stosunki. Potem, jak już się dorwą do władzy, często wprowadzają gilotynę.

Ilustracja: Marcin Kulabko


Donald Trump nie jest moim wzorem życiowym. Niemniej w swojej książce "Think Big & Kick Ass" dzieli się mądrą obserwacją: jeśli szef przede wszystkim zabiega o to, aby być lubiany, źle to wróży i jemu, i firmie. Szefa trzeba przede wszystkim szanować i się go bać. Potem, na podłożu tych negatywnych uczuć, wyrasta czasem, perwersyjna, masochistyczna miłość do niego. Może mnie szef wreszcie doceni? Przecież tak się staram!
Taki był nasz niedościgły wzór szefów redakcji, ś.p. Bolesław Wierzbiański. W każdej sekundzie jego obecności czuliśmy, że jest tu naczelnym. Jego rzadkie pochwały znaczyły więc wiele.
Ale do tego trzeba mieć osobowość, charyzmę i cechy przywódcze.
Być może zostanę już wkrótce przegoniony kułakami z budynku, a jeszcze koledzy będą ciskać za mną przegniłymi pomidorami (nie zważając, że tracą swój lunch). A może przetrwam dłużej? W końcu jestem wytrwałym Koziorożcem.
Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, czy ktoś nadaje się na szefa orkiestry – aż nim zostanie.
Nie zamierzam porzucać mojego ukochanego dziecka – Weekendu i jego współpracowników. Na razie wszystko będzie wyglądało na jego łamach, jak do tej pory. Do tego dojdą jednak obowiązki związane z nową funkcją.
Najwięcej pracy będę miał notując, kto i kiedy złożył mi gratulacje, kto napisał lub zadzwonił, a kto nie. Ponieważ merytoryczna, obiektywna ocena dziennikarza, fotografa, w ogóle człowieka, jest mrzonką, zamierzam opierać się na takich właśnie kryteriach przydatności.
Poza tym będę zajęty przeprowadzką do osobnego gabinetu. Będę w nim musiał ustawić fikusa, telewizor, leżankę, wyposażyć barek, założyć zamek w drzwiach.
Będę też często (każda praca ma swoje niedogodności) pod krawatem.
Państwowotwórcze deklaracje zreformowanej redakcji będę zamieszczał na łamach głównego wydania "Nowego Dziennika". Tu, w Weekendzie, nadal będę frywolny, niepoważny, choćbym nawet spał w krawacie i nigdy się już do nikogo nie uśmiechnął.
Tak więc, będziecie obserwowali u mnie, drogie koleżanki i koledzy oraz czytelnicy płci obojga, postępującą dezintegrację psychiczną, wręcz schizofrenię. Na łamach Weekendu będę, tradycyjnie, krytykował i żartował sobie z Polonii, której – szczerze mówiąc – często mam dość. Na łamach gazety będę podkreślał, że jej służę.
Mówiąc poważnie: wielkiej niekonsekwencji w tym nie ma. Skoro ciągle o Polonii – choćby krytycznie – piszę, znaczy to, że mnie ona obchodzi. Że stała się moją (dysfunkcyjną) rodziną zastępczą.
Kończę już ten – wyjątkowo krótki – felieton. Zaoszczędzone 800 znaków ze spacjami znajdziecie w moich edytoriałach, które teraz będę publikował w "Nowym Dzienniku" w każdy piątek.
Do usłyszenia. Kupujcie i prenumerujcie "Nowy Dziennik".



Komentarze:

Name: Elwira Blazewicz

Date: 2009-10-16 16:42:40

Gratulacje i szerokiej drog i!

Name: Helena Krzych

Date: 2009-10-17 17:26:02

Panie Janku, Jako wierna czytelniczka panskich felietonow (o PRL-owskich czasach byly niezastapione), serdecznie zycze powodzenia. Powazna funkcja kierownicza - ot, to zupelnie zasluzona promocja - ale prosze o cialgle frywalnosci w Weekendzie. Pozdrawiam

Name: w.sandecki@yahoo.com

Date: 2009-10-17 21:46:40

serdeczne gratulacje-obgadywalismy wacpana ostatnio z jackiem boreckim -pozdrawiam wlodzimierz sandecki

Name: gogo

Date: 2009-10-18 10:56:18

Tutaj Latus a tam Lato,dobry przyklad daja na to

Name: @

Date: 2009-10-18 12:58:16

...Nie miala baba klopotu, kupila se prosie... :)

Name: warszawianka

Date: 2009-10-18 19:00:22

Gratulacje i wszelkiej pomyslnosci na nowym stanowisku Panu zycze, ale Weekend prosze prowadzic dalej.Panskie felietony sa niezastapione.

Name: chris

Date: 2009-10-18 21:17:03

Chcialbym pogratulowac osobnego gabinetu :) Ale rzeczywiscie nie zazdroszcze noszenia garniturow.

Name: byly student pani Eli

Date: 2009-10-18 23:55:58

Panie Janie, gratulacje (takze tych tanich tajlandzkich garnitorow) ale prosze troche stonowac i nie draznic sie z Polonia, bo ktos znowu wezmie to sobie do serca i przetnie Wasze druty laczeniowe na Manhattanie. Ja sam przez chwile myslalem, ze to Pan (nowy szef) byl za to odpowiedzialny i z zemsty chcial nam pokazac przedsmak Koziorozca w akcji (kick the ass), wykrecajac bezpieczniki w celu weekendowego wyciszenia dysfunkcjonalnej Polonii. Szcojamowie? ;)

Name: Iza

Date: 2009-10-19 00:43:02

Gratulacje!! I niech sie garnitury dobrze nosza:)

Name: Aguna

Date: 2009-10-19 09:42:38

Panie Janku!Serdeczne gratulacje!Bedziemy Panu poddawac nowe tematy,tak ze pracy przed Panem duzo.Zyczepowodzenia w nowym gabinecie i w tajladzkich garniturach.EK. Ps.Pamietam pisal Pan ,ze jezdzil do Tajlandii ,,na dziewice,,.Ale byl Pan tez praktyczny,zaopatrzyl sie w garnitury.

Name: hanna

Date: 2009-10-20 13:26:09

ciezkie brzemie, jakby na to nie patrzec...

Name: Agata Janczyk

Date: 2009-10-23 04:45:02

Gratulacje! Obyś codziennie słyszał słowa Pana Bolesława: Nuu? Tak jak ja słyszałam.

Name: Gosc

Date: 2009-10-24 13:13:01

Oczywiscie gratulacje dla Pana Lotusa. Moze nowe stanowisko zmobilizuje Pana do pisania mniej nudnych felietonow i wprowadzenia ciekawszej formy Weekendu obecna nie obrazajac nikogo odbiega daleko od pierw- szych lat.No ale na bezrybiu i rak ryba,plus brak konku- rencji dla Nowego Dziennika w Stanach.

Name: gosc

Date: 2009-10-28 19:56:21

Dość obrzydliwy to felieton, prawdę mówiąc. Mało elegancki, i zupełnie niedowcipny. Proszę tę uwagę skrzętnie zanotować.

Name: @

Date: 2009-10-29 21:34:44

..gosc..jak nieproszone prosie , wszedl przypadkiem, mocno spozniony i jeszcze bardziej zdezorientowany, otworzyl ziape, a, ze byle co widzial to tym bardziej ubliza wiernym czytelnikom weekendu...i jak tu. .. miec szacunek dla blizniego,...:(((

Name: Kris

Date: 2009-11-01 17:15:35

Panie naczelny.!Czy moze pan jasniej nakreslic przyczyny wykopania oani Stadnik??

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc