Bookmark and Share

Wojna curry z pierogami

Autor: Alfa Omega
2009-10-09

Na Camdenie w dzień targowy takie słyszy się zamówienia: "Two pierogis", "Kielbasa, one". Ale najczęściej: "Bigos, please".

Od wielu miesięcy w porze lunchu do tego bigosu, pierogów i żurku ustawia się długa kolejka, złożona nie tylko z turystów i bywalców targowiska, bo stoją w niej także właściciele okolicznych budek z kebabem i kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym. A nawet sprzedawcy "narodowej potrawy wyspiarzy", czyli curry.
To, że sława naszych kiełbas z rusztu dawno przekroczyła Camden Town i powoli dociera już nawet w okolice Bond Street, to, oczywiście, ogromna zasługa miliona rodaków, którzy w ostatnich latach osiedli się czasowo lub na stałe na Wyspach Brytyjskich. Ale sukces bigosu na Cadmen dokonał się staraniem pary młodych adeptów rodzimej gastronomii – Iwony Pilak i Rafała Pasendy, którzy postanowili wykorzystać biznesowo rosnące z każdym rokiem upodobanie Brytyjczyków do naszej kuchni narodowej. A potem ich historię opisał londyński "Polish Express".
Iwona i Rafał nie byli pierwsi. Reprezentują trzecie już pokolenie Polaków na Wyspach, którzy popularyzują nad Tamizą nasze rodzime specjały. Zasługą emigracji powojennej było wprowadzenie do tutejszego słownika terminu "kielbasa", który z czasem wyparł (podobnie jak w Ameryce) lokalne określenie "sausage". O zaangażowaniu, z jakim rodacy oddawali się w tamtych czasach krzewieniu za kanałem polskiej tradycji kulinarnej, najlepiej świadczy epizod z "Misia". W bagażu Rysia, podobnie jak w walizkach większości podróżnych na trasie Warszawa – Londyn w epoce Peerelu, obowiązkowo leciała sucha, jałowcowa i krakowska. No i Wyborowa, teraz wypierana z brytyjskiego rynku przez Żubrówkę.

Zdjęcie: Archiwum

Polskie dania na targach żywności w Belfaście w Irlandii Płn.


Całe dekady pracy u podstaw w końcu zrobiły swoje, tym bardziej że w obliczu niemal miliona nowych emigrantów z Polski sklepy handlujące pierogami i makowcami powoli wypierają obecne dotąd na każdym brytyjskim rogu budki z kebabami. Obok rodaków coraz częściej zaglądają do nich – choćby z ciekawości – także rdzenni Brytyjczycy, którzy powoli przekonują się w ten sposób do polskich specjałów. Listę kulinarnych polskich przebojów na Wyspach Brytyjskich otwierają oczywiście pierogi. Nic w tym dziwnego, bowiem na swoją popularność "ruskie" pracowały niemal tak długo, jak rodzime produkty wędliniarskie. Kolejne pozycje w tym spisie zajmują – odpowiednio – bigos, ogórki kiszone, kiełbasa swojska, chleb żytni, kefir, kapusta kiszona oraz śledzie. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się także nasze zupy. Zwłaszcza żurek, podawany, jak każe staropolska tradycja, w bochenkach żytniego chleba. A na kolejny przebój brytyjskiego rynku powoli awansują rodzime słodycze. Wyspiarzom wyjątkowo posmakowały polskie cukierki, co zresztą oczywiste dla każdego, kto choćby raz próbował czekolady Cadburry.
Zresztą o Brytyjczykach mówi się, nie bez racji, że wprawdzie istnieje kilka lokalnych potraw, takich jak pudding, ale z pewnością nie mają oni "kuchni". Ów deficyt próbowano wcześniej wypełnić kulinarną tradycją Dalekiego Wschodu. I to na tyle skutecznie, że w tej chwili za narodową potrawę uchodzi tutaj curry, do spółki z kebabem. No ale jak na Wyspy przyjechał milion Polaków z walizkami wypchanymi czekoladą Wedla, suchą z Krakusa i Wyborową z Polmosu, to jak Wielka Brytania wielka, długa i szeroka wszędzie zapachniało żurem i bigosem. A curry wyparły pierogi, których karierze na brytyjskich talerzach wyjątkowego rozpędu nadała Nigella Lawson (autorka najpopularniejszego telewizyjnego programu kulinarnego), lansując "ruskie" jako ulubioną potrawę swojej babci.
W upowszechnianiu naszej kuchni najwięcej dobrego zdobiła jednak nie Nigella ani nawet nie dziesiątki drobnych importerów, sprowadzających ze Starego Kraju twaróg i ogórki, ale wielka sieć handlowa Tesco, która wprowadziła do oferty swoich brytyjskich supermarketów "polskie półki". To właśnie dzięki Tesco drogę na angielskie, szkockie, walijskie i irlandzkie stoły odnalazły nie tylko nasze pierogi, kiełbasy i sery, ale także czekoladki Mieszanka Krakowska, paluszki Lajkonik, soki z Tymbarku, zupy z Winiar oraz przecier pomidorowy Pudliszki. W ten sposób od razu wyjaśniła się tajemnica kariery, jaką właśnie robi na Wyspach nie tylko żurek, ale też nieznana tam wcześniej nikomu zupa pomidorowa. Jeszcze większą zasługą Tesco w promowaniu naszego przemysłu spożywczego jest okoliczność, że co trzeci pomidor sprzedawany teraz w Wielkiej Brytanii pochodzi z upraw w Polsce. Podobnie jak co drugie jabłko i niemal wszystkie pieczarki.
Jak podaje Ministerstwo Rolnictwa, w minionym roku Wielka Brytania stała się drugim (po Niemczech) największym odbiorcą naszych artykułów rolno-spożywczych, a wartość tego eksportu zamknęła się kwotą około 600 mln euro. W stosunku do poprzedniego roku stanowi to wzrost o około 12 procent . Eksport do samej tylko sieci Tesco wzrósł zaś z 7, 5 mln zł w 1999 do 320 mln w roku 2008. I nadal rośnie.



Komentarze:

Name: Maratonczyk

Date: 2009-10-10 13:09:58

Panie Janku, wszystko jak wszystko ale jałowcowa i krakowska i nasza wóda Wyborowa to byly takie swinstwa ze nigdy tego wiecej nie chce spozywac. Tak samo ten sikacz piwo Zywiec. Najlepsze polskie piwo w tej chwili jest Lomza Export w zielonej butelce. A zywiec wylac mozna do miejskich sciekow.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc