Bookmark and Share

Zamki na piasku

Autor: Marian Polak
2009-10-02
Foto: Archiwum

Dom jak dom, ale zamek to może mieć każdy, nawet jeśli nie marzy mu się po nocach  kariera kasztelana. Jest tylko jeden warunek - trzeba go sobie zbudować osobiście. I jeszcze pogodzić się z faktem, że będzie to - niestety - obiekt sezonowy. Bo taki już los zamków stawianych na piasku...

W polszczyźnie piaskowe zamki mają pecha, stały się bowiem synonimem marzeń bez pokrycia. A wiadomo - budowanie na niesolidnym gruncie nie kojarzy się najlepiej, zwłaszcza teraz, kiedy wszyscy spłacają kredyty hipoteczne.
Więc - pomimo obfitości plaż - to niestety nie u nas wymyślono jedną z popularniejszych aktualnie na świecie form wakacyjnej rozrywki, łączącej w sobie cechy aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, rywalizacji, a po trosze także sztuki - sand castle building.
Nikt tego nie badał, ale wiele wskazuje na to, że podniesienie zabawy w piasku do rangi zajęcia, w które ochoczo angażują się tysiące domorosłych "sand-artystów", to zasługa Amerykanów. Bo ci raz, że potrafią zrobić event niemal ze wszystkiego, a dwa - budowanie na pisaku nie kojarzy im się, tak jak nam, ze skłonnością do snucia nierealnych planów i brakiem zmysłu praktycznego. Owszem, także w angielskim istnieje odpowiednik naszych "zamków na piasku", tyle że w języku Szekspira są to "zamki wznoszone w... powietrzu" (stosowny związek frazeologiczny brzmi: a castle built in the air).
Ponieważ zaś piaskowe bastiony nie budzą  na świecie tak negatywnych skojarzeń, jak nad Wisłą, nic nie stało na przeszkodzie, aby naturalną dla wszystkich dzieci skłonność do grzebania w piasku przenieść na nieco większe areały i zachęcić do niej także dorosłych, wyrzuconych na siłę z piaskownicy najpóźniej w chwili, gdy odebrali pierwszy dowód osobisty. Bo to właśnie dla nich wymyślono zawody w stawianiu zamków na pisaku. Biorąc bowiem pod uwagę zaangażowanie sił i środków oraz skomplikowaną logistykę niektórych przynajmniej przedsięwzięć z gatunku "sand building", trudno żywić złudzenie, że budowanie konstrukcji wymagających specjalistycznego sprzętu i arsenału preparatów chemicznych to ciągle tylko niewinna zabawa dla milusińskich.
Sand building contests, w tym najważniejsze zawody roku - World Championship in Sand Sculpture w Harrison Hot Springs (Kanada), rozgrywane nieprzerwanie od 1989 roku - oferują pokaźne nagrody. Ale to nie dla materialnych gratyfikacji pracują najbardziej gorliwi sand-artyści. Stawką jest sława! I to - bywa - sława o światowym zasięgu, co zdarza się w tych rzadkich przypadkach, kiedy piaskowe konstrukcje (oraz - co oczywiste - ich autorzy) trafiają do mediów albo do Księgi Guinessa. A tak, bowiem budowniczowie zamków na piasku ustanowili już co najmniej kilka podobnych rekordów. Najnowszy należy do niejakiego Eda Jarretta, który 1 września 2007 roku wzniósł na plaży w Maine rekordowo wysoki piaskowy zamek, mierzący 9,66 metra. Poprzedni piaskowy skyscraper też usypany został w Maine, w 2003 roku, ale mierzył jedynie... 8,9 metra.
Budowanie zamków z piasku stanowi też podstawową domenę działania niektórych zawodowych artystów, na przykład Augustine’a Lynasa - nowojorskiego designera i rzeźbiarza, który od półwiecza tworzy obok tradycyjnych obiektów plastycznych także prace z zakresu "sztuki efemerycznej", w tym również wznoszone z piasku właśnie. Lynas jest też autorem oryginalnej piaskownicy w Riverside Park, która - choć zrobiona z betonu - wygląda jakby została wykonana z tego samego materiału, co jej sypka zawartość.
Mamy też w Nowym Jorku własny konkurs rzeźby piaskowej, rozgrywany każdego lata na plaży na Coney Island. Nagroda główna do imponujących nie należy (raptem 400 dolarów), ale na nowe wiaderko i łopatkę na pewno wystarczy. No a przecież najważniejsze i tak jest zdjęcie wyróżnionego autora na tle piaskowego zamku, publikowane we wszystkich lokalnych gazetach (a nawet w serwisie Reutersa).
Żeby trafić ze swoim piaskowym zamkiem do mediów, a nawet do zbiorów prestiżowego muzeum, nie trzeba jednak wcale wyjeżdżać na wakacje na Coney Island. Wystarczy kawałek wydmy nad Bałtykiem albo na New Jersey Shore, a ostatecznie nawet piaszczysta łacha nad pobliską rzeką czy jeziorem. Potem trzeba tylko uzbierać trochę otoczaków i zdać się na osobisty zmysł artystyczny. Później należy jeszcze sfotografować dzieło i wysłać zdjęcie na adres mailowy World Beach Project – przedsięwzięcia artystycznego, któremu patronuje słynne londyńskie Victoria&Alber Museum. W ten sposób każdy budowniczy zamków na piasku może oficjalnie zostać artystą.
Ale nawet jeśli budowanie zamku ma służyć wyłącznie zabijaniu plażowej nudy, to i tak lepiej grzebać się w piasku, niż leżeć plackiem, przodem do słońca. A gdyby tak ktoś zapytał, co dorosła skądinąd osoba robi na brzegu z łopatką, odpowiedź jest dziecinnie prosta – to trening kondycyjny przed Sand Sculpture World Championship...
 



Komentarze:

Name: budowlaniec

Date: 2009-10-06 18:14:44

Zamki budowane byly z przeroznych materialow a szczegolnie kamienia, glazow no i z cegiel. Z mojego zawodowego doswiadczenia nie oplaca sie budowac zamkow z piasku bo na silniejszym wietrze i fali morskiej jasna cholera je bierze juz w pare minut po uroczystym udostepnieniu ich na zwiedzanie przez turystow.

Name: aneczka

Date: 2009-10-08 18:08:35

Ale nawet jeśli budowanie zamku ma służyć wyłącznie zabijaniu plażowej nudy, to i tak lepiej grzebać się w piasku, niż leżeć plackiem, przodem do słońca. A gdyby tak ktoś zapytał, co dorosła skądinąd osoba robi na brzegu z łopatką, odpowiedź jest dziecinnie prosta – to trening kondycyjny przed Sand Sculpture World Championship.....---super cytat, super podpowiedz...

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc