Bookmark and Share

A po śmierci gdzie?

Autor: Dagmara Babiarz
2009-09-28
Zdjęcia: archiwum
Pogrzeb po tybetańsku. Szacunek wobec zmarłego i pełne czci traktowanie szczątków krewnych czy znajomych nie we wszystkich kulturach jest takie oczywiste jak w tych prochrześcijańskich.
 

Bogacz po śmierci
Szacunek wobec zmarłego i pełne czci traktowanie szczątków krewnych czy znajomych nie we wszystkich kulturach jest takie oczywiste jak w tych prochrześcijańskich. Człowiek mierzy się bowiem nie tyko ze strachem przed śmiercią i jej ostatecznością, ale także z tak przyziemnym problemem jak miejsce pochówku. Dobrze gdy się jest mieszkańcem bogatego regionu o umiarkowanym klimacie. Można wtedy zmarłego pochować w miękkiej ziemi, której jest pod dostatkiem. Bogacz pokusi się nawet o okazały pomnik czy wręcz grobowiec i ławeczkę dla odwiedzających. Religia na to pozwala i zasobna kiesa także

Przyziemne problemy Tybetu
Ale nie wszędzie ziemia chętnie przyjmie ciało. Bo co robić będąc na przykład mieszkańcem skalistych terenów? Tybetańczykiem? Ano trzeba zwłok pozbyć się w umiejętny sposób. Pozwolić działać naturze. W postaci sępa. Ceremonia pogrzebu podniebnego zapewnia odpowiednią oprawę i uwzniośla rytuał ćwiartowania zwłok dokonywanego przez uprawnioną osobę i rozrzucania ich na "ołtarzu". Sępy te miejsca znają od lat. Rodzina oddaje cześć zmarłemu w niewielkim oddaleniu i dba o to, by po uczcie nie pozostało nic... prócz krwi, która wsiąknie w płytką glebę.

Toradżanie
Środkowa część wyspy Celebes będąc bardzo górzystą j,a w dodatku o terenie ograniczonym wodą – nie ułatwia zadania tym, którzy muszą sobie radzić z ciałami zmarłych. Dlatego Toradżanie chowają ich w jaskiniach. Jedna jaskinia wykorzystywana jest dla większej ilości ciał – niekoniecznie spokrewnionych. A gdy miejsca braknie – kości poprzedników wygarnia się na zewnątrz – by ustąpić pola następcom. O świętości takich jaskiń świadczą sterty kości przed nimi, galeryjki ozdabiane wyrzeźbionymi figurkami naturalnej wielkości i wejścia zasłonięte matami lub drewnianym deklem.

Kamczadułowie
Na "Dalekim Wschodzie, "na końcu Azji" nie ma problemu z miejscem dla żywych czy umarłych gdyż jest to niemal najsłabiej zaludniony region na ziemi. Ale ziemia  pokryta tundrą, zmarznięta niemal stale, pełna torfowisk czy bagien niełatwo poddaje się żyjącym tu ludziom. Niełatwo też w niej umieścić nieżyjącego. Może dlatego tutejsi mieszkańcy m.in Kamczadułowie korzystając z nadmiaru drewna i przestrzeni palą zwłoki swoich zmarłych. Palą, a prochy rozsypują... po świecie.

Jak żywy z umarłym
Problemy pogrzebowe stwarza nie tylko twarda, czy zamrznięta gleba, ale także przeludnenie i bieda. Co zwykle idzie w parze. A gdzie zbyt wielu żywych tam i nadmiar martwych stwarza problemy. Na rozrośnięte cmentarze nie ma miejsca. Jeśli już są – nieżyjący nie mogą tam liczyć na spokój po śmierci gdyż ich potomkowie wpychają się ze swoimi problemami kwaterunkowymi i tutaj. I tak powstają nietuzinkowe miejsca typu kairskiego Miasta Umarłych gdzie wśród grobów znajdują się domy mieszkalne. Idąc z wizytą trzeba dokładnie sprawdzać adres gdyż pomyłka grozi turyście apopleksją. Miejscowym Muzułmanom to nie przeszkadza. Tradycyjnie grzebią oni umarłych, ale z miejscem krucho, więc radzą sobie jak muszą. Są przyzwyczajeni do "duchowego" sąsiedztwa rownież dlatego, że często zmarłych chowają w pomieszczaniach pod własnym domem.  A ściślej mówiąc umieszczają tam tylko pozostałe kości przodka. (z litości dla czytającego pomnę opis preparowania zwłok). Dzięki temu zyskuje się na higienie i miejscu na kolejnych przybyszów .    

Cierpliowść świętej rzeki
Z przeludnieniem radzą sobie Hindusi spopielajac zwłoki na świętych nabrzeżach i wsypując prochy w świętą rzekę Ganges. Nie wszycy radzą sobie tu jednak z biedą. O ile pogrzeby bogaczy wyglądają dostojnie – na ogromnym stosie drewna, leży okryty żałobnym całunem zmarły, a otacza go orszak krewnych – o tyle widok leżącego na szczątkach słomy czy papieru biedaka poraża. A im biedniejsza rodzina zmarłego tym mniej funduszy na bardzo drogie w Indiach drewno opałowe (brak lasów) i tym gosze miejsce nad rzeką. Ganges pochłania jednak wszystko – prochy bogaczy i częściowo tylko spalone szcząki biedaków.

Rodzina najważniejsza
Tradycje plemienne związane głównie z szamanizmem może odrobinę uwspółcześnione przez misjonarzy i postęp na świecie pod jednym względem się nie zmieniły: zmarły tutaj nie odchodzi. Po śmierci wprawdzie kruszeje mu ciało (ku żalowi żywych) ale to niewiele zmienia. Szamanizm i tak zawsze przykładał większa wagę do ducha. Dla Papuasów zmarły członek rodziny to wciąż bardziej członek rodziny niż zmarły. Dlatego zwłoki chowa się blisko domu, najlepiej w ogródku przydomowym – by móc w każdej chwili udać się tam po radę czy pociechę. Dawniej nie zakopywano nieżyjącego w ziemi, ale umieszczano w domkach na wysokich palach. Był wtedy jeszcze bliżej tych, których zostawił. Estetyka zapachowa spowodowała odmianę w postaci grzebania w ziemi, ale i o takiego zmarłego się dba. Częsty widok to rozpostarty na grobem dach chroniący przed deszczem czy ostrym słońcem, czy resztki pożywienia dostarczanego na grób...
Co kraj, to obyczaj.




 



Komentarze:

Name: hanna

Date: 2009-09-28 19:40:19

..bardzo ciekawy artykul... nawet nie zdawalam sobie sprawy, ze w Tybecie trwa taki pochowek.... ale chowanie cial w glebie to efekt podobny.........czy ptactwo, czy robactwo bakterie przenosi, jesli ktos zmarl na chorobe zakazna... Ze wzgledow ekologicznych i zdrowotnych najblizsza mi jest metoda Hindusa.......dobrze, ze obecnie nawet koscioly uwzgledniaja kremacje zwlok.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc