Bookmark and Share

Obywatel Kane

Autor: Maciej Jarkowiec
2009-09-28
Zdjęcie: archiwum


Kino jest nierozerwalnie związane z pieniędzmi. Żeby wyprodukować, wypromować i sprzedać film potrzeba milionów. Jeśli produkt okaże się hitem generuje wielokrotność milionów weń zainwestowanych.

Nierzadko jednak zdarza się tzw. klapa i miliony zainwestowane generują załamania karier, upadki potężnych wytwórni, a w przypadkach skrajnych, ale w historii show biznesu odnotowanych – falę samobójstw. Świat filmu jest światem milionerów. Aktorzy, producenci, najlepsi z reżyserów i scenarzystów  to ludzie nieprzeciętnie bogaci. Wreszcie – wielu z nieśmiertelnych bohaterów ekranu to też właściciele niebotycznych fortun. Jeden z nich – magnat prasowy Charles Foster Kane, mimo, że jego historia została opowiedziana sześćdziesiąt pięć lat temu, w wyobraźni miłośników kina pozostaje filmowym bogaczem wszechczasów.

Artysta

Orson Welles, który wraz ze scenarzystą Hermanem Mankiewiczem stworzył Kane’a, a później wykreował go na ekranie jest prawdopodobnie najciekawszą postacią w historii amerykańskiego kina. Punkty zwrotne w jego hollywoodzkiej karierze wyznaczają kolejne finansowe porażki, ale po latach jego wkład w rozwój Sztuki Filmowej został uznany za bezprecedensowy, rewolucyjny. Stwierdzenie, że wyprzedził swój czas rzadko bywa tak prawdziwe jak w jego przypadku.
Ameryka usłyszała o nim 30 października 1938 roku. Tamtego wieczoru popularny radiowy program taneczny został przerwany dramatycznym komunikatem o inwazji Marsjan na Ziemię. Lądowanie, wieścił tubalnym głosem prezenter radiowy, nastąpiło w miejscowości Grover’s Mill w New Jersey. Audycja wywołała wybuchy paniki w licznych miasteczkach tej części Wschodniego Wybrzeża. Na zamieszaniu skorzystał dwudziestotrzyletni aktor i reżyser, znany wcześniej w kręgach teatralnych z udanych inscenizacji sztuk Szekspira. Okazało się bowiem, że atak zielonych ludzików był niczym innym jak artystyczną prowokacją Orsona Wellesa i jego radiowego zespołu. Mercury Theatre przedstawił swobodną adaptację Wojny Światów H.G. Wellsa stylizując nagranie na tzw. breaking news. W roku 1938 pomysł był co najmniej nowatorski, żeby nie powiedzieć historyczny. Młody reżyser po raz pierwszy pokazał, że w komunikacji z odbiorcą – słuchaczem, a później widzem – jest zdolny stosować rozwiązania absolutnie nowe. Z czasem obróci się to przeciw niemu, ale wtedy, po sukcesie Wojny Światów, Welles był na ustach wszystkich i od wytwórni RKO otrzymał szansę na debiut filmowy. 

Milioner
 
W roku 1941 Ameryka zobaczyła Obywatela Kane’a, historię Charlesa Fostera Kane’a, który jako dziecko dziedziczy fortunę, traci rodziców, zostaje wychowany przez bankiera, jako młody człowiek osiąga szczyt kariery tworząc imperium prasowe, a potem upada, gdy załamują się jego polityczne ambicje i umiera samotnie – nieszczęśliwy, groteskowy odludek. Welles, który obraz wyreżyserował i zagrał w nim główną rolę stworzył dzieło epokowe. Złożona i mroczna opowieść o duchowym upadku bogacza do dziś zachwyca nietuzinkowymi rozwiązaniami na wielu poziomach realizacji. Już samo potraktowanie tematu – amerykańskiego marzenia o bogactwie i sławie – jest nowe i zaskakujące. Kane do niczego nie dochodzi sam. Wszystko zostaje mu dane. Z biedy wyciąga go zrządzenie losu, a nie ciężka praca, wytrwałość i upór. Jest aroganckim tytanem, który ma wszystko, ale ciągle chce więcej, jego american dream to potrzeba kolejnych zdobyczy. Taki bohater, jakże nie pasujący do szablonu obowiązującego w mainstreemie po dziś dzień, nie mógł się podobać. Dodatkowo twórcom zaszkodził konflikt z magnatem prasowym Williamem Randolphem Hearstem, który w postaci Kane dopatrzył się podobieństw do własnej osoby i skutecznie moderował ogólnokrajowy bojkot filmu przez zależne od niego media i zastraszane sprawami sądowymi kina. Obywatel Kane nie odniósł więc sukcesu. Co prawda nieliczni krytycy dostrzegli jego walory i absolutną nowość zastosowanych rozwiązań, ale ich zachwyty utonęły w oceanie debaty czy Kane to portret Hearsta, czy też nie. Jak wiele dzieł genialnych, obraz Wellesa musiał czekać na uznanie wiele lat. Po wojnie odkryli go krytycy europejscy, a później, stopniowo zaczęła przekonywać się do niego publiczność amerykańska. Dzisiaj film  otwiera wszystkie możliwe listy najlepszych filmów w historii, największe autorytety kina pytane o dzieło wszechczasów bez zająknięcia odpowiadają: Obywatel Kane.
Film otwiera ujęcie przedstawiające wyłaniającą się zza wysokiego ogrodzenia monstrualną posiadłość – Xanadu. Tablica, na płocie ostrzega: „Wstęp wzbroniony". W środku, w pustych, złowrogich wnętrzach umiera samotny multimilioner. Wypowiada swoje ostatnie słowo – różyczka. Jego znaczenie, choć jak wszystko w tym filmie – nie do końca jednoznaczne, poznamy dopiero w finale, a film zamknie paralelne ujęcie pałacu Xanadu. W tych ramach Welles umieścił obraz swojego bohatera. Obraz złożony, intrygujący, często sprzeczny i zaskakujący – bo rysowany z relacji przeróżnych ludzi, którzy Kane’a znali. Seria retrospekcji, opowieści, których wysłuchał reporter przygotowujący o Kanie materiał, składa się na epicki portret człowieka niszczącego i niszczonego, nienawidzącego i nienawidzonego, kochającego i kochanego, człowieka zmagającego się z samym sobą, który przegrywa i wybiera izolację, wygnanie. Z tych opowieści dostarczanych przez skrajnie odmienne typy ludzkie wyłania się spójna opowieść o tęsknocie, o utraconej niewinności i dzieciństwie, o szaleństwie i wreszcie, jak najbardziej banalnie – o  tym, że pieniądze szczęścia nie dają.

Dzieło

Zbudowanie narracji z następujących po sobie, bynajmniej nie w porządku chronologicznym, retrospekcji, to pierwszy rewolucyjny zabieg jaki zastosowali Welles i współautor scenariusza Herman Mankiewicz. Do tamtej pory kino pozwalało sobie na drobne, raczej detaliczne, eksperymenty z łamaniem linearności opowiadania. Welles poszedł na całość. Otworzył nowy rozdział, w którym swoje karty zapisali potem m.in. Woody Allen, Quentin Tarantino, czy Spike Jonze. Jego arcydzieło zapiera dech w piersiach również na płaszczyźnie realizacyjnej. Idąc na przekór wizualnym, technicznym i logistycznym schematom bezwarunkowo rządzących ówczesną produkcją, reżyser przeforsował swoją oryginalną wizję kina – kina na wskroś nowoczesnego, burzącego przyzwyczajenia, kina otwierającego nową epokę. Stosując szerokokątne obiektywy i żabią perspektywę Welles we współpracy z autorem zdjęć Gregiem Tolandem ożywił, lub jeśli kto woli odsztucznił, filmową przestrzeń, pokazując widzom sufity (do tamtej pory sufit jako taki nie był nawet terminem scenograficznym, w studiach stały tylko ściany, potężne lampy oświetlały plan z góry). Czerpiąc z niemieckiego ekspresjonizmu twórcy odważnie użyli cienia, jako kluczowego środka w budowaniu mrocznej atmosfery filmu. To rozwiązanie przejmą za kilka lat klasycy filmu noir. Zrezygnowano z namolnych zbliżeń, na rzecz szerokich planów o dużej głębi ostrości nadając scenom zbiorowym dynamiki i dokumentalnego charakteru. Nowatorsko wyreżyserowane zostały również sceny dialogowe – bohaterowie nie wygłaszają swoich kwestii lecz autentycznie rozmawiają, sprzeczają się, przekrzykują. Welles osiągnął taką autentyczność nakładając dialog na siebie, każąc aktorom mówić jednocześnie. Takie rozwiązanie, choć wydaje się oczywiste – tak przecież komunikują się prawdziwi ludzie – jest niechętnie stosowane do dziś (proszę zwrócić na to uwagę w pierwszym lepszym serialu telewizyjnym, bądź kinowym hicie), bo wymaga inscenizacyjnej wirtuozerii. Parafrazując Gombrowicza można stwierdzić bezsprzecznie, że Orson Welles wielkim wirtuozem był.

Samotność

Chłodne przyjęcie Obywatela Kane i komercyjna porażka zaważyły jednak na karierze autora. Do końca nie udało mu się odzyskać zaufania, ani amerykańskich producentów, ani widzów. Gdy zdołał zebrać fundusze na kolejny projekt realizacja ciągnęła się latami – jak w przypadku Otella; lub film przepadał w montażowni, gdzie producenci z dzieł potencjalnie wielkich wyczarowywali obrazki klasy B (Dotknięcia zła). Doniosłość filmów Wellesa zawsze pierwsza doceniała Europa. Tam też przeniósł w końcu swoje artystyczne ambicje i zrealizował m.in. Proces wg Kafki. Ale miłośnik jego dorobku pozostaje pod nieodpartym wrażeniem, że ten epokowy talent został utemperowany przez lata bojów z bossami wytwórni i ciągłego niezrozumienia ze strony szerokiej widowni. Mimo, że Obcy, Otello, czy Dotknięcie zła to obrazy olśniewające, Orson Welles nigdy nie pokazał już dzieła tak doskonałego jakim był jego kinowy debiut. Kane umierał jako samotny i niespełniony milioner. Jego twórcy przytrafiła się samotność i niespełnienie wielkiego artysty.


 



Komentarze:

Name: Kujon

Date: 2009-09-30 11:12:06

Panie Krytyk Co to za slowo "paralelne " ???? Ani tego w polskim ani w angielskim jezyku nie uświadczysz Chyba zamierzał pan napisać "równoległe" ?????

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc