Bookmark and Share

Michael Kaufman (1938-2010)

Autor: IRENA GRUDZIŃSKA-GROSS
2010-01-29
Fot. Czesław Czapliński
Michael Kaufman (z lewej) często brał udział w polskich spotkaniach - na zdjęciu z lat 80. w rozmowie z Joanną Rostropowicz-Clark i wydawcą Nowego Dziennika Bolesławem Wierzbiańskim

Jeśli istnieje typ idealnego dziennikarza New York Timesa, to zmarłego Michaela Kaufmana trzeba uznać za jego wcielenie.

Był szybki, ruchliwy, wszędzie czuł się "w domu", miał łatwy kontakt z ludźmi i sprawne pióro. Był także bardzo inteligentny i rozmowny, z tendencją do opowiadania długich i zabawnych historii. Nie bał się pracy ani niebezpiecznych krajów, ciekawiło go wszystko, szczególnie ludzkie sprawy. Lubił się popisać, zadawać kontrowersyjne pytania, wydobywać sprawy, które ukrywano. A jednocześnie był serdeczny i dowcipny. Dziennikarz z krwi i kości.

Urodził się 23 marca1938 w Paryżu, dokąd jego rodzice Adam i Paulina Kaufmanowie przyjechali z Polski. Ojciec był byłym więźniem politycznym, członkiem partii komunistycznej; celę więzienną dzielił z Ozjaszem Szechterem, ojcem Adama Michnika. Uciekając przed Hitlerem, rodzina Kaufmanów przeniosła się do Stanów Zjednoczonych i mały Michael wychował się w Nowym Jorku; w domu mówiło się po polsku. Odebrał najlepsze wykształcenie, jakie to miasto ofiarowywało emigrantom: ukończył Bronx High School of Science, a potem City College. W New York Timesie zaczynał od najniższego szczebla, aby potem zostać korespondentem zagranicznym, redaktorem działu miejskiego, a w końcu autorem nekrologów. Zmarł 15 stycznia w wieku 71 lat.

Jego kariera korespondenta zagranicznego obfitowała w wiele wydarzeń, spotkań, wywiadów, które przysporzyły mu nagród i pochwał. Był szefem biura w Nairobi, korespondentem z Indii i z Pakistanu, a także z Paryża.

Dla nas najbardziej interesujący jest jego pobyt w Polsce: zjechał tam w roku 1982, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego. Jego korespondencje dla New York Timesa, choć niewątpliwie sprzyjające podziemnej Solidarności, wzbudzały szacunek nawet u przedstawicieli rządu PRL: był przeciwnikiem, którego ceniono. Zawsze doskonale przygotowany, świetnie poinformowany. Na słynnych konferencjach prasowych urządzanych przez rzecznika rządu Jerzego Urbana zdawał celne pytania, często ironiczne i bezkompromisowe. Choć wyrzucano wówczas z Polski dziennikarzy pod najmniejszym pozorem, Kaufman nie dał się zastraszyć, nie wchodził w dziennikarskie gry, proponowane mu przez Urbana. Warto tu zacytować fragment wywiadu, który z Urbanem w roku 2002 przeprowadziła Teresa Torańska. Urban, oczywiście, chwali się i puszy; na jego konferencje, mówi, "... przychodzili dziennikarze z całego świata. Niektórzy wybitni. Michael Kaufman i John Darnton z New York Timesa - ten ostatni miał Nagrodę Pulitzera - oraz Andrew Nagórski z Newsweeka i Bernard Guetta z Le Monde. Przyjeżdżały też gwiazdy telewizyjne - Barbara Walters z ABC i Walter Cronkite. (...) Do Polski na korespondentów nie przysyłano złych dziennikarzy. (...) Oni mieli kontakt z opozycją i odgrywali rolę pośredniczącą między władzą a opozycją. (...) Oni traktowali mnie bardzo poważnie. Ja byłem dla nich przedstawicielem władzy i wyrażałem jej oficjalne stanowisko, a że były w tej prezentacji elementy show, to inna sprawa. To był nasz wspólny show, w którym odgrywaliśmy antagonistyczne role, karmiąc się nawzajem gagami. (...) Każdemu można było [coś] podsunąć. Z Michaelem Kaufmanem z New York Timesa, który tu siedział kilka lat, zagrałem na przykład va banque. Zaprosiłem go do domu na kolację i wyłożyłem karty na stół. Off the record, oczywiście. Chodziło o płk. Kuklińskiego. Powiedziałem mu, że w moim interesie politycznym jest zdemaskowanie Reagana, iż wiedział o zamiarach wprowadzenia stanu wojennego w Polsce od Kuklińskiego i nie uprzedził sojuszników w Polsce, a w interesie New York Timesa jest zapytać administrację waszyngtońską o powody zatajenia ucieczki Kuklińskiego.

- Zapytał? [wtrąciła Torańska]

- Nie. Centrala prawdopodobnie nie chciała kompromitować urzędującego prezydenta".

Przytaczam tak długi fragment wywiadu z Urbanem, bo dobrze on charakteryzuje pewien moment w karierze dziennikarskiej Michaela Kaufmana. Widać tu wymiar moralny jego postawy, odrzucenie powierzchownych sensacji, lojalność wobec przyjaciół z opozycji, profesjonalną rzetelność. Dlatego Adam Michnik, pisząc o nim po śmierci, nazwał Kaufmana "drugim ambasadorem amerykańskim w Warszawie i polskim w Waszyngtonie. Michael reprezentował wobec Polaków Amerykę, która broniła wartości demokratycznych i human rights".

Pożegnanie Michaela Kaufmana miało miejsce na Manhattanie w parę dni po jego śmierci. Największa sala The Riverside Memorial Chapel ledwo zmieściła jego przyjaciół, kolegów z New York Timesa, współpracowników z pisma Transition, które niegdyś wydawał w Pradze, wydawców jego siedmiu książek, sąsiadów, admiratorów. Przemawiała jego żona, córka i dwóch synów, jak również prowadzący tę uroczystość rabin. Na koniec laureat Nagrody Pulitzera, długoletni dziennikarz i redaktor New York Timesa Joseph Lelyveld opowiedział o ich szkolnej przyjaźni i długiej redakcyjnej współpracy. Było, jak zazwyczaj przy takich opowieściach, trochę śmiesznych anegdotek, trochę smutnych momentów. Leylyvel wspomniał ojca Micheala, Adama, i artykuł, który Michael napisał po ponownej wizycie w Polsce, tym razem z 82-letnim ojcem. Polska pojawiała się tego dnia bardzo często w wypowiedziach ludzi żegnających Michaela Kaufmana. Odegrał ważną rolę w tych okropnych czasach tuż po zdławieniu Solidarności, broniąc prześladowanych, nie dopuszczając do zapomnienia o ich istnieniu. Należy mu się od nas i pamięć, i wdzięczność.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc