Białe jak śnieg fartuchy pielęgniarek, śnieżnobiałe prześcieradła, biała kartka. U dołu kartki napis: V-PEN ETROMYCIN AMORION. Reklamówka firmy Orion, produkującej leki. Zwykły bloczek na notatki, podarowany przez lekarza lub pielęgniarkę pacjentowi w salce nr 605 szpitala przy ul. Banacha w Warszawie.
Ryszard Kapuściński notuje w nim m.in. uwagi na temat pogody. Dawały mu one, tak ważne dla niego, "poczucie jedności z przyrodą, z klimatem, z otoczeniem". I choć powstawały w zimie, przypominały jego ulubioną porę - jesień: "Za oknem szaro, słota, deszcz - w naszym klimacie - październik, listopad"; "(...) dzień piękny, bezchmurny, wiosenny, ciepły - włoski, np. toskański"; "Dzień pochmurny, wilgotny. W świetle latarni połyskuje mokry asfalt"; "Wiosna - ciepło. Ani śniegu, ani mrozu" (Zapiski szpitalne).
Uwagi o pogodzie za oknem przeplatają się z notatkami o samopoczuciu, zabiegach, badaniach, lekarzach, o codziennych wizytach żony Alicji ("Kuba spędza ze mną kilka godzin dziennie. Jaki jej jestem za to wdzięczny"), odwiedzinach przyjaciół, lekturach. Regularne zapiski prowadził pomiędzy 1 a 13 stycznia 2007 r. Do ostatnich dni wierny był przykazaniu Pliniusza Młodszego, przyszpilonemu w pracowni do drewnianej kolumny: "NULLA DIES SINE LINEA (ani dnia bez kreski)". W swej mansardzie przy Prokuratorskiej porozwieszał wiele podobnych upomnień - dekalog pisarskiej dyscypliny. Są tam do dziś.
Na przykład uwaga z Dziennika Aleksego Suworina: "L.N. Tołstoj mówił, że niewiele mu już pozostało z życia, a powiedzieć i zrobić chciałby jeszcze bardzo dużo. Spieszy się i pracuje bez przerwy". Albo zdanie autora Dzieci Arbatu z komentarzem Ryszarda: "Ile włożysz, tyle wyjmiesz - czyli, jak powiedział Rybakow ŻEBY NAPISAĆ TRZEBA PISAĆ. Słowem: pisarstwo nie jest kontem bankowym, ani cudem w Kanie Galilejskiej, nie ma w nim samorozmnożenia". Obok fragment wiersza: "Nie żałuj pracy. Piękno żywe,/ Gdy jest gotowe, dotyczy nas./ Broczy wolnością dzieło prawdziwe./ Bądź sobie wierny i/ Twórz cierpliwie/ To, czego nie tkną/ Śmierć i czas" (Gyula Illyés). Poniżej, na tej samej kartce, przepisany flamastrem wiersz Anny Świrszczyńskiej: "Moje ciało, jesteś zwierzęciem/ Któremu przystoi/ Koncentracja i dyscyplina./ Wysiłek sportowca, świętego i jogi.// Mądrze tresowane/ możesz stać się dla mnie/ bramą,/ przez którą wyjdę z siebie,/ i bramą/ przez którą wejdę w siebie (...)".
Te dwa wiersze autor Praw natury umieścił za szkłem, w jakie oprawia się fotografie. Na ścianie pod schodami prowadzącymi na antresolę wisi ulubiona fotografia Kapuścińskiego - dwa źdźbła trawy, wystające spod śniegu. "Zrobiłem ją w czasie podróży do Rosji - powiedział italianistce Magdalenie Szymków (mieszkającej kiedyś w Szczecinie przy ulicy Pińskiej 7). - Nic prawie na niej nie ma, ale niczego więcej nie potrzeba. Tu jest wszystko" (zapis w: Oddałem głos ubogim).
W Zapiskach szpitalnych zwraca uwagę wyznanie: "Zawsze ilekroć idę do szpitala, biorę ze sobą do czytania Pana Tadeusza - taki już utrwalił się zwyczaj". Poemat Mickiewicza czytał często, jak mówił, "dla piękna języka". W czasie jednej z pierwszych podróży zagranicznych w 1957 r. poznał przyszłego tłumacza Pana Tadeusza na japoński.
Prof. Yukio Kudo tak zapamiętał to spotkanie: "(...) poznałem w Tokio Ryszarda Kapuścińskiego, z którym, w przeciwieństwie do znanych mi Rosjan, mogłem swobodnie o wszystkim rozmawiać. Kontrast był uderzający. Żegnając się z Kapuścińskim, obiecałem mu, że następnym razem będziemy rozmawiać już po polsku" (w rozmowie z Bożeną Machidą i Małgorzatą Suzuki, na łamach Strony Polskiej w Japonii).
Profesora Yukio Kudo zdumiało w Panu Tadeuszu, że akcja poematu rozgrywa się tylko latem i wiosną. "Dlaczego brak opisu zimy? Przecież to taka piękna pora roku - pytał. Spekulował: - Czasami myślę sobie, że być może ze względu na słabe zdrowie Mickiewicz jako dziecko nie bawił się na śniegu i dlatego nie tęsknił za nim". 7-letni Kapuściński bawił się na śniegu, na przykład nocą, w kolejce do sklepu w Pińsku. "Żeby rozgrzać się, dzieci bawiły się w berka - pisał w Imperium. - Baraszkowały, mocowały się, tarzały w białym puchu". W jednym z pierwszych wierszy, wydrukowanych w tygodniku Odrodzenie 5 lutego 1950 r.; zapisał: "Śnieg/ Śnieg biały, jak włosy matki mojej./ Śnieg/ Śnieg gruby jak rysy twarzy mojego ojca./ Mróz przylgnął do każdego płatka,/ Do każdego ziarnka powietrza (...)". Miał wtedy niespełna 18 lat.
Wiersz mógł być poetyckim odpryskiem pierwszej, wojennej zimy w Pińsku, którą tak wspominał wiele lat później: "Przychodzi ciężka i mroźna zima. Jeżeli jest nam źle, wówczas dotkliwiej odczuwamy chłód, zimno jest bardzo przenikliwe; dla ludzi, którzy żyją w normalnych warunkach, zima jest po prostu kolejną porą roku, jest oczekiwaniem wiosny, natomiast dla biednych i nieszczęśliwych zima jest klęską, jest katastrofą" (Ćwiczenia pamięci).
Dokończenie za tydzień