"Nie ma go już, ale ciągle jest obecny. Taka sztuczka udaje się tylko tym pisarzom, których kochamy" - te słowa Wisławy Szymborskiej, wypowiedziane 5 lat temu nad grobem Czesława Miłosza, są wciąż aktualne.
.jpg)
Kraków jest miastem, które kocha poetów. Wiele razy gościł twórców z całego świata. Wiele też razy organizował spotkania, które odbijały się głośnym echem nie tylko w mediach. Wspomnę tu choćby o tych z roku 1997 czy 2000 - czyli o Krakowskich Spotkaniach Poetów, na które Wiesława Szymborska i Czesław Miłosz - zaprzyjaźnieni ze sobą laureaci literackiej Nagrody Nobla zaprosili około 50 autorów z 15 krajów - m.in. USA, Litwy, Rosji, Irlandii, Chin, Niemiec, Szwecji, Izraela, Korei. Wspomnę jeszcze o Seminariach Poetyckich, które za sprawą University of Houston aż czterokrotnie (w latach 2002, 2003, 2004, 2006) miały tu miejsce. Czy zatem można się dziwić, że właśnie pod Wawelem zrodziła się myśl zorganizowania Festiwalu Literackiego im. Czesława Miłosza?
Kiedyś przyjeżdżali do niego...
Myśl ta zrodziła się w głowie Grzegorza Gaudena, dyrektora Instytutu Książki. Również Jerzego Illga, redaktora naczelnego "Znaku", który mówi:
- Czesław Miłosz jako mieszkaniec i honorowy obywatel Krakowa był dumny z tego, że mógł być gospodarzem i animatorem spotkań gromadzących pod Wawelem najwybitniejszych współczesnych poetów świata; oni w dużej mierze przyjeżdżali do niego. Był też głęboko przekonany - i dawał temu publicznie wyraz - że taka międzynarodowa impreza o wysokiej randze stanowi najlepszą promocję Krakowa w świecie, jest wykorzystaniem wszystkich atutów tego magicznego miasta: wybitnych poetów, pięknych zabytkowych wnętrz, mądrej publiczności, zainteresowania mediów, tradycji sprawnego organizowania tego typu imprez.
Odczytać Miłosza na nowo
Czy i teraz Miłosz - wielki poeta, eseista, tłumacz i historyk literatury byłby dumny z tego, że jego osoba znów ściągnęła do Krakowa twórców z wielu krajów? Pośród nich znaleźli się: Seamus Heaney (Irlandczyk, noblista z 1995 r.), Hans Magnus Enzensberger (Niemiec znany z literackich wypraw w stronę teatru, filmu, opery, reportażu, który wiele lat spędził poza swoim krajem), Jiri Grusa (Czech, który z Vaclavem Havlem zakładał pierwsze niezależne pismo Tvar, był czołową postacią Praskiej Wiosny, wielokrotnie trafiał do więzienia), Aharon Shabtai (wykładowca na uniwersytecie w Tel Awiwie, autor 19 tomików poezji), Ko Un (koreański twórca, który swym życiorysem mógłby obdarzyć co najmniej kilkanaście osób, autor ok. 135 książek), Tomas Venclova (poeta, eseista urodzony na Litwie, a od 1977 r. mieszkający w USA; wykładowca na uniwersytetach w Berkeley, Los Angeles, Yale), Christopher Reid (Anglik urodzony w Hongkongu - poeta, rysownik, wykładowca w University of Hill).
Zaproszenie - co warto zauważyć - przyjął też m.in. Ramin Jahanbegloo (filozof irańsko-kanadyjski), Robert Faggen (założyciel Miłosz Archive and Institute w Clermont), Siergiej Adamowicz Kowaliow (biolog, członek Grupy Inicjatywnej dla Obrony Praw człowieka w ZSRR, dysydent, bliski przyjaciel Sacharowa, człowiek aż trzykrotnie nominowany do pokojowej Nagrody Nobla), Dubravka Ugresić (Chorwatka krytykująca w swoich książkach zarówno nacjonalizm chorwacki, jak i serbski), Andrzej Wat, syn Oli, z którą Miłosz korespondował w sprawie wydania spuścizny jej męża Aleksandra. Tak powstała książka Listy o tym, co najważniejsze.
Wszyscy przyjechali, by wraz z polskimi twórcami nie tylko wspominać Miłosza, ale i na nowo odczytać jego bogatą twórczość. Do Krakowa nie dotarł jedynie (z powodu choroby) Derek Walcott, noblista (1992) urodzony na wyspie St. Lucia na Karaibach; poezja czytana przez niego - popłynęła z ekranu.
Zniewolony umysł
Odczytywanie na nowo dzieł Miłosza było kluczem licznych spotkań, wieczorów autorskich i dyskusji które od 23 do 26 października toczyły się w różnych miejscach miasta - w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Mangha, w opactwie bernardynów, w synagodze Tempel, w Centrum Kultury Żydowskiej, w kościele św. Katarzyny, w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Także w mrocznych piwnicach Alchemii; tak zwane nocne pasmo imprez (zaczynały się o godz. 22) do klubu na krakowski Kazimierz ściągało tłumy młodzieży. A imprezy te od spotkań w nobliwych miejscach różniły się nadzwyczaj gorącą atmosferą dyskusji. Zwłaszcza gdy ta dotyczyła postrzegania dziś przez młodych twórców Zniewolonego umysłu Miłosza.
Jedno z najsłynniejszych dzieł Miłosza, które obnażało mechanizmy kapitulacji intelektualistów przed totalitarnymi ideologiami, było też tematem spotkania w Auditorium Maximum. I chyba najmocniejszym akordem festiwalu.
Nie ukrywam, zaskoczyła mnie ogromna liczba ludzi zebranych w uniwersyteckiej sali, którzy chcieli posłuchać co - po przeszło 50 latach od ukazania się Zniewolonego umysłu (książka wydana została po raz pierwszy w 1953 r.) - mają na ten temat do powiedzenia zaproszeni przez gospodarza spotkania Adama Michnika Ugresić, Kowaliow, Jahanbegloo, Faggen, Shabtai i Zagajewski. Czy ówczesna diagnoza Miłosza nie jest i dziś prawdziwa - tyle że zmieniły się kostiumy historyczne, polityczne i kulturowe? Czy można ją odnieść do postaw współczesnych intelektualistów wobec zagrożeń, takich jak nacjonalizmy, fundamentalizmy religijne, kultura masowa?
Teatr poezji
Już w pierwszy dzień festiwalu ogromne zainteresowanie "ucztą poetycką" z udziałem rzadko pojawiającej się publicznie Wisławy Szymborskiej, Seamusa Heaneya i Tomasa Venclowy zmusiła organizatorów do zmiany miejsca - ze Starego Teatru przeniesiono ją do znacznie większej sali Krakowskiej Opery - a i ta wypełniona była po brzegi.
Wypełniony był też kościół św. Katarzyny, gdzie swoje wiersze czytali: Christopher Reid, Adam Zagajewski i Ko Un, o którym się mówi, że na pewno dostrzeże go kiedyś szwedzka Akademia przyznająca literacką Nagrodę Nobla. Uczestnicy spotkania w osłupieniu słuchali niezwykłej interpretacji wierszy tego koreańskiego poety. Ko Un bowiem nadawał głosowi niezwykłą melodię, czasem krzyczał, czasem szeptał, gwałtownie gestykulował, nawet tańczył, śpiewał i... niemal płakał. Za ten swoisty teatr publiczność dziękowała mu brawami długo. I na stojąco.
Nim nastanie rok 2011
Tegoroczny maraton poetycko-intelektualny będzie wybrzmiewał jeszcze długo. Być może wspomnieniami zahaczy nawet o kolejny, II Festiwal Literacki im. Czesława Miłosza, jaki organizatorzy przewidują na rok 2011 - w rocznicę setnych urodzin noblisty. Dziś jedno jest już pewne: jeżeli dla obecnego festiwalu ważny był Zniewolony umysł, to Rodzinna Europa będzie ważna dla przyszłego.
- Za każdym razem tytuły utworów Czesława Miłosza będą patronować festiwalowi - na inauguracji poetyckich spotkań powiedział Grzegorz Gauden. A w tym roku impreza zaczęła się niekonwencjonalnie, bo w pięknych ogrodach Wydawnictwa "Znak" obchodzącego 50-lecie istnienia, które z żelazną konsekwencją wydaje dzieła Miłosza.
Dąb Miłosza
Hejnał był sygnałem do rozpoczęcia festiwalu. A tuż po nim pojawił się niekonwencjonalny bohater: dąb. Drzewo, o którym w ewangelii św. Marka czytamy: "(...) ten wpatrując się mówił: widzę ludzi, bo dostrzegam jakby drzewa chodzące. Drzewo jest bliskim krewnym człowieka. Gałęzie jego, jak ręce, splatają się w uścisku. Naprawdę, to drzewa są naszymi rodzicami. Poczęliśmy się z dębu (...)".
Drzewo, wiersz Czesława Miłosza też został przypomniany zebranym w ogrodach. Ten wiersz zaczyna się słowami: "Jestem maleńkim ptaszkiem w ogromnym, szczęśliwym drzewie...".
Wisława Szymborska jako pierwsza wzięła łopatę do ręki. W jej ślad poszli inni. Posadzone w błyskach reporterskich fleszy drzewko przez lata będzie przypominało dzień, w którym konsul USA w Krakowie Allen Greenberg tak powiedział, zwracając się do przyjaciół Miłosza i zaproszonych gości:
- Wielka przyjemność, wielki honor być tu z wami, tak wielkimi poetami, autorami. Honor także dlatego, ze reprezentuję kraj, który był ojczyzną, krajem gdzie Miłosz długo przebywał, gdzie się zaadoptował i myśmy też go zaadoptowali. Kiedy Czesław Miłosz wrócił do Polski ze swoją amerykańską żoną Carol, konsulat amerykański w Krakowie stanowił dla niego pomost pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi. Byliśmy w ciągłym kontakcie. I niech to będzie tradycja, którą chcielibyśmy w konsulacie utrzymać. A tak na marginesie - dodał żartem konsul - ja sam pochodzę z Kalifornii, gdzie Miłosz żył i mieszkał przez wiele dziesięcioleci. Dlatego obok wspomnień o wielkim pisarzu staram się wam dziś przenieść tutaj trochę kalifornijskiej pogody...
Pogoda dopisała. Publiczność też. Bo warto było posłuchać, co mają do powiedzenia wybitni twórcy z wielu krajów.