Bookmark and Share

Yoram Gross. Trzy rozdziały z życia animatora

Autor: DIANA POSKUTA-WŁODEK
2009-10-23
Fot. Archiwum Yorama Grossa
Yoram Gross - może jego pełne humoru filmy opowiadające  o przyjaźni i harmonii z naturą sprawiły, że dzisiejsi Australijczycy są na ogół tak przyjaźni i otwarci na świat?
 

Kafejka przy Bodi Beach w Sydney. Za oknem ocean. Siedzimy w czwórkę: nasi przemili gospodarze - Sandra i Yoram, ja z mężem Romanem. W pewnej chwili, nieprzerywając rozmowy, Yoram zaczyna z odrobiny rozsypanego cukru i serwetki układać na stole jakieś figurki.

Mam wrażenie, że za chwilę ożyją - jak postaci w jego filmach: w kilkuminutowej, klasycznej już izraelskiej animacji Hawa Nagila, gdzie frenetyczny taniec papierowych bohaterów ustaje na chwilę, by reżyser mógł na oczach widza dokonać korekty wykreowanego świata, albo w zrealizowanych niedawno w Australii uroczych filmikach z cyklu Art Alive, w których postaci z dziecięcych rysunków ożywają zaraz po nadaniu im kształtu przez małych twórców. Nie zdziwiłabym się więc, gdyby cukrowa figurka na kawiarnianym stoliku poruszyła się. Przecież stworzył ją znakomity animator, pionier dwóch kinematografii, z urodzenia krakowianin, z wyboru - australijski Walt Disney.

Rozdział I: Polska

Yoram Gross urodził się w 1926 roku. Rodzice nadali mu imię Jerzy. Miał starszego brata Natana - późniejszego filmowca, poetę i publicystę, siostrę Klarę, która prowadziła w Izraelu i Sydney szkołę tańca i Józefa, który w czasie wojny był spadochroniarzem RAF-u, a potem osiadł w Londynie. Dziś z całej czwórki pozostał tylko Jerzy.

Z dzieciństwa zapamiętał zamożny dom, szkołę hebrajską, troskliwych rodziców, właścicieli ekskluzywnych sklepów z porcelaną.

We wrześniu 1939 roku zawalił się świat trzynastoletniego Jerzyka. Już nigdy nie zobaczył zamordowanego na Wschodzie ojca, a brata Józka miał spotkać dopiero po wojnie. Razem z matką, Klarą i Natanem musiał rozpocząć dramatyczną walkę o przetrwanie. A przede wszystkim musiał wydorośleć. Okupacyjne przeżycia na zawsze pozostaną w pamięci rodzeństwa. Natan opisze swoją historię w książce Kim pan jest, panie Grymek?. Jerzy opowie swoją dopiero po sześćdziesięciu latach - we wspomnieniach Wybrało mnie życie, o których autor Listy Schindlera Thomas Keneally napisał: "Urzeknie was ta książka. Łączy w sobie młodzieńczy wigor z dramatycznym poczuciem niesprawiedliwości losu".

Ale w strasznych czasach Yoram był wybrańcem losu. Jasnowłosy chłopiec miał "dobry" wygląd i odważną matkę, która dzięki przyjaźni, jaką darzyło ją wiele polskich rodzin, mogła liczyć na pomoc. Szczególną opieką otoczyła Grossów książęca rodzina Lubomirskich.

Ukrywali się. W pamięci utkwiła Jerzemu noc w piwnicy sklepu przy Floriańskiej. W zimnym pomieszczeniu przechowywano jabłka - ale zgłodniałym dzieciom nie wolno ich było jeść, bo nie było dostępu do toalety. Wtedy mały Jerzyk wyciągnął papierosa i zapalił go, pierwszy raz w życiu na oczach matki. Nie zareagowała. To był wstrząs, który pamięta do dziś... Grał pięknie na harmonijce ustnej. Raz zagrał swemu niedoszłemu oprawcy - i to go uratowało.

Grossowie tułali się po wsiach, potem trafili do krakowskiego getta, skąd, dzięki aryjskim dokumentom udało im się uciec do Warszawy. Musieli się rozdzielić - Jerzy i Natan zamieszkali osobno, ale widywali się z matką i siostrą. Zmieniali adresy, opłacali się szmalcownikom. Utrzymywali się ze sprzedaży glinianych dzbanków. Gdy ktoś doniósł na Klarę, cudem udało się wyciągnąć ją z aresztu. Któregoś dnia z okna tramwaju Jerzy zobaczył na ulicy matkę. Była w nocnej koszuli, bo musiała szybko uciec z mieszkania przed szantażystami i nie miała dokąd pójść. Wyskoczył w biegu. Odpędziła go, by go chronić. "Dopiero po latach zrozumiałem, co czuła wtedy moja dumna, dzielna matka" - to zdanie Jerzy-Yoram wypowiada często. Ale też Grossowie wielokrotnie spotykali ludzi dobrych, którzy bezinteresownie udzielali im pomocy. Dzięki jednemu z nich Jerzy znalazł się w Otwocku. Przewoził stamtąd konspiracyjne przesyłki do Warszawy. Matka trafiła do Ravensbrück, skąd po wojnie piechotą wróciła do Krakowa.

Po wojnie rozpoczął w Krakowie studia muzykologiczne - muzykę kocha do dziś. Przerwał naukę, bo wdał się w przygodę niemal jak z filmu Pułkownik Kwiatkowski. By pomóc przyjaciołom przedostać się na Zachód, zdobył mundur i udając konwojenta grupy więźniów, dowiózł ich aż do Berlina. Jeden z kolegów wpadł na granicy. Jerzy wydobył go z aresztu UB, udając funkcjonariusza bezpieki.

Gdy Natan, absolwent Kursu Przeszkolenia Filmowego w Krakowie, wyjechał do Łodzi, Jerzy pojechał za nim. 3 maja 1947 roku po raz pierwszy stanął na planie filmowym jako asystent Eugeniusza Cękalskiego przy kręceniu Jasnych łanów. Pomagał też Natanowi przy jego filmie fabularnym granym w jidysz Unzere kinder (Nasze dzieci). Został asystentem światowej sławy holenderskiego dokumentalisty Jorisa Ivensa.

Wkrótce Natan wyjechał do Izraela. Jerzy ożenił się. Pewnego dnia funkcjonariusze bezpieki urządzili mu w mieszkaniu rewizję. Po tym epizodzie Jerzy niemal natychmiast podjął decyzję. Wiosną 1950 roku opuścił Polskę.

Rozdział II: Izrael

Przypłynął do Hajfy razem z żoną Aliną, która po kilku latach przegrała walkę ze śmiertelną chorobą. Już jako Yoram Gross został skierowany do Wojskowej Jednostki Filmowej. Został operatorem kroniki filmowej, współpracował przy pierwszych izraelskich dokumentach. Zaczął realizować własne filmy eksperymentalne - ascetyczne w formie Pieśni bez słów - kilkuminutową tragedię miłosną, której bohaterami były... zapałki i wspomnianą etiudę Hawa Nagila, gdzie papierowe postaci zatracają się w tańcu. Siła metafory tych filmów, podobnie jak innych produkcji Grossa z tamtych lat, była ogromna. Nietrwałość istnienia, ulotność krótkich chwil szczęścia i okrucieństwo losu pokazane zostały ze sceptycyzmem i poczuciem humoru. To dla Yorama typowe. Gdy rozmawialiśmy o pożarach buszu na przedmieściach Melbourne, powiedział po prostu: "Przed ofiarami stoi nowy cel. Muszą odbudować domy...". To zdanie nie dziwi. Sam zaczynał życie kilka razy.

Na festiwalu filmów eksperymentalnych w Brukseli w 1958 roku Pieśni bez słów i Hawa Nagila otrzymały trzecią nagrodę ex aequo z Dwoma ludźmi z szafą Romana Polańskiego. Zachęcony sukcesami Yoram Gross, który wiele w tym czasie nauczył się od Carla Foremana, scenarzysty m.in. filmu W samo południe Freda Zinnemanna, zaczął przygodę z pełnym metrażem i z... kolorem. W 1962 roku zrealizował oparty na wątkach biblijnych swój pierwszy barwny film kukiełkowy Józef marzyciel. Chyba nie było w Izraelu dziecka, które nie oglądałoby w kinie tej opowieści. Tak zaczęła się przygoda Grossa z młodą widownią. Kolejnym sukcesem była komedia fabularna Tylko za funta!.

Gdy w 1967 roku wybuchła wojna sześciodniowa, znów postanowił zacząć wszystko od początku. Nie chciał, by jego syn doświadczał życia w obliczu wojny. Światowej sławy twórca filmów animowanych Norman McLaren zaproponował mu pracę w Kanadzie. Jednak Grossowie wyjechali do Sydney. Gdy wybrali się na wycieczkę nad Pacyfik, bajeczny widok sprawił, że postanowili pozostać w Australii na stałe.

Rozdział III: Australia

Zaczął się najbardziej efektowny etap kariery filmowej Yorama Grossa. Wspólnie z żoną Sandrą założyli własne studio, pokonywali kolejne trudności. Zaczęło się od pracy w branży reklamowej - Gross realizował m.in. programy z popularnego cyklu Bandstand dla telewizji. Od roku 1977 skupił się na twórczości dla dzieci. Jego Dorotka i kangur według powieści Ethel Pedley to pierwszy na kontynencie film, w którym animowana postać występowała na tle prawdziwych Gór Błękitnych. Obsypano go nagrodami. Powstały kolejne części i następne, znakomite filmy. Ich wyróżnikiem była technika łączenia animacji ze scenami aktorskimi. W Małym skazańcu - o początkach osadnictwa w Australii - wystąpił Rolf Harris, w Siódmej zapałce - historii żydowskiej dziewczynki ukrywającej się w lesie w czasach Holokaustu - Mia Farrow. To niezwykły film. Powinno go obejrzeć każde dziecko na świecie.

Na serialach Blinky Bill - o uroczym misiu koala i Skippy - opowieści o przyjaźni koali i kangura - wychowały się już dwa pokolenia Australijczyków. Równie popularne są animacje o piesku i wiewiórce Samuel and Nina, smoku Tabaludze, delfinie Flipperze, kocie Tomie. Kto wie, może właśnie pełne humoru filmy Yorama Grossa, opowiadające o przyjaźni i harmonii z naturą sprawiły, że dzisiejsi Australijczycy są na ogół tak przyjaźni i otwarci na świat? Zresztą, Gross realizuje także filmy dla dorosłych.

Został uhonorowany najwyższymi australijskimi odznaczeniami, jest jednym z najbardziej szanowanych obywateli tego kraju. Kilka tygodni temu w Australian Centre for the Moving Image w Melbourne otwarto stałą ekspozycję poświęconą twórczości Yorama Grossa. Także w Polsce jego filmy były wielokrotnie prezentowane na festiwalach, a w lipcu br. na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Animowanych w Poznaniu, gdzie był jurorem, odbyła się retrospektywa jego twórczości.

Yoram Gross wciąż intensywnie pracuje. Realizuje cykl wideoklipów do muzyki poważnej Young Musicians i serię przygód Profesora Filutka z dawnego Przekroju. Nakręcił Krakowską jesień, nostalgiczną impresję na motywach wiersza zmarłego brata Natana. Bo choć o przybranej ojczyźnie mówi: "raj na ziemi", to jednak tęskni do Krakowa. Miłością do tego miasta zaraził swoje dzieci - Karen - utalentowaną rzeźbiarkę i pełną pasji pedagog pracującą z aborygeńskimi dziećmi i Guya - kompozytora muzyki filmowej. A w najbliższym czasie Yoram Gross zamierza pokazać Kraków piątce swoich australijskich wnuków.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc