Courtesy - Metropolitan Museum of ArtZe szczególnym upodobaniem obejrzałem wielką wystawę "American Stories: Painting of Everyday Life, 1765-1915" w Metropolitan Museum.
Jest to jednocześnie swoista historia malarstwa amerykańskiego, jak i dzieje Ameryki w obrazach. Np. sekcja portretów przedstawia pierwsze zamówienia na sztukę w tym kraju, kiedy to co zamożniejsi obywatele pragnęli mieć podobizny swoje i rodziny, scenki rodzajowe, zobrazowane wydarzenia historyczne, wizerunki z życia publicznego.
Amerykańskie malarstwo nigdy nie było wielkie, z pewnymi jedynie wyjątkami stanowiło solidne rzemiosło. Niekiedy tylko wskutek różnych pozamalarskich okoliczności bywało wyniesione do rangi wydarzeń artystycznych. Takim na pewno jest słynne (acz niedobre) dzieło Johna Singletona Copleya (1738-1815) Watson and the Shark, obrazujące przerażającą, acz prawdziwą historię młodego człowieka, który pływając w porcie w Hawanie został zaatakowany przez rekina. Kilkakrotnie został wciągnięty pod wodę, za każdym razem udawało mu się wypłynąć, aż wreszcie zdołano go uratować.
Obok wisi nieco lepsze dzieło The Gulf Storm znakomitego Winslowa Homera na temat niepewnego losu, rezygnacji, a może nadziei czy też grozy życiowej. Przedstawia ono młodego Murzyna dryfującego na łódce o strzaskanym maszcie, wokół krążą rekiny, a z oddali nadciąga straszliwa burza.
Ciekawe jest płótno z 1845 r. Fur Traders Descending Mississippi mało znanego George'a Caleba Binghama (1811-1879). Panuje na nim niezwykły spokój, żadnych fal, żadnego ruchu na wodzie, na której unosi się łódź dwójki tytułowych handlarzy zastygłych w bezruchu z równie nieruchomym kotem siedzącym na dziobie.
Wśród portretów chciałbym zwrócić uwagę na obraz, do którego mam wielki sentyment. To podobizna Pata Lyona w kuźni pędzla Johna Neagle'a (1829). Pat Lyon był kowalem w Filadelfii, którego oskarżono i uwięziono pod zarzutem włamania do bankowego skarbca. Został zwolniony, gdy aresztowano właściwego sprawcę. Zaskarżył miasto o odszkodowanie. Proces wygrał i uzyskane pieniądze stały się podstawą jego przyszłej fortuny, zdobytej dzięki pomysłowym wynalazkom, trafnym inwestycjom i własnej pracy. Lyon zamówił portret u jednego z najbardziej wziętych malarzy epoki, ale nie chciał przedstawić się na nim jako majętny obywatel - kazał się zobrazować w kuźni, jako rzemieślnik przy pracy, i tylko srebrne klamry butów wystających spod roboczego skórzanego fartucha sygnalizują jego status majątkowy. A w oknie za nim widać wieżę więzienia.
Dwa obrazy Charlesa Wilsona Peale'a (1741-1827) zasługują na uwagę nie tyle ze względu na jakość artystycznego wykonania, ile na anegdotę. Exhumation of the Mastodon przedstawia zorganizowane przez samego artystę, którego ambicje sięgały daleko poza sztukę malarską, wykopalisko kości przedpotopowego zwierza. Na sąsiednim obrazie TheArtist in His Museum (1822) Peale przedstawił siebie uchylającego szeroko kotary i zapraszającym gestem zachęcającego do odwiedzenia jego muzeum w Filadelfii, a raczej magazynu osobliwości z wielkimi kośćmi, wypchanymi ptakami, dziwami natury. Oba dzieła stanowią swoistą reklamę pozaartystycznej działalności malarza.
Na wystawie, na której zgromadzono ponad sto dzieł, obejrzeć możemy słynne obrazy, znaczące pozycje amerykańskiej historii sztuki. Są tu prace rodzajowe, satyryczne, "dziennikarskie", obyczajowe - wszelkiego rodzaju gatunki, w jakie angażowało się amerykańskie malarstwo, by sprostać zapotrzebowaniu społecznemu, a jednocześnie - by okazać swą przydatność. Znajdujemy dzieła świetnych twórców, w tym kilka płócien najwybitniejszego spośród XIX-wiecznych malarzy Winslowa Homera. Jednym z jego najbardziej przejmujących obrazów z czasów wojny secesyjnej jest Veteran in a New Field (1865) przedstawiający mężczyznę z kosą w krwawym jakby łanie zboża. Odczytanie przejrzystej metafory wojny i śmierci ułatwia kolorystyka i atmosfera wizerunku samotnego kosiarza kładącego pokotem żywe łany. A obok Snap the Whip, scena rodzajowa namalowana przez tego malarza - zabawa chłopców na łące, na tylnym planie zaś czerwony budynek drewnianej szkoły.
Pod koniec chronologicznie i jednocześnie tematycznie zorganizowanej wystawy oglądamy bliższe współczesności dzieła: Mary Cassatt, Williama Merritta Chase'a, Thomasa Eakinsa czy George'a Bellowsa (reprezentowanego przez jego najsłynniejsze bodaj dzieło, scenę walki bokserskiej). Wszystkie są ciekawe, ważne dla amerykańskiej historii sztuki, warte uwagi. Chciałbym jednak zainteresować zwłaszcza jednym obrazem The Power of Music (1847) Williama Sidneya Mounta. Przedstawia on postać Murzyna podsłuchującego muzykanta grającego dla paru osób w stodole. Obraz został namalowany w Stony Brook na Long Island; skrzypkiem jest sam artysta, a owym czarnym miłośnikiem muzyki - rzeczywista postać, miejscowy farmer. Obraz się tak podobał, że zaczął krążyć w litograficznych odbitkach, a jego przesłanie, kojąca rola muzyki pokonująca podziały rasowe, zostało bardzo dobrze odebrane. Choć taka interpretacja dziwi, skoro równie dobrze ów obraz można rozumieć wręcz przeciwnie - jako wyraz dużego dystansu rasowego, którego nawet muzyka nie potrafi przezwyciężyć.
Tej jesieni najczęściej w muzeach nowojorskich natknąć się można na obrazy Antoine'a Watteau.
Rokokowy malarz reprezentowany jest w Metropolitan Museum na małej, ale znakomicie przygotowanej wystawie poświęconej jednemu wątkowi w twórczości tego artysty - muzyce i teatrowi; w kolekcji Fricka na ekspozycji grafik ze zbiorów Fritsa Lugta (tę wystawę zamierzam omówić w następnej kronice); oraz w Bibliotece Morgana, gdzie obejrzeć możemy także piękną wystawę "Rococo and Revolution: 18th Century French Drawings".
Rokoko to akademizm malarski o swoiście rozluźnionych regułach. Miast pompatycznych figur przedstawiających wzniosłe sceny (najchętniej z antyku), mamy lekkość i urok codzienności, niekiedy nawet śmiałą frywolność zalotów, niezobowiązującej miłości, tematykę codzienną (choć prędko skostniałą w pastoralnych scenkach), miast cierpień - zabawę, miast uroczystych póz - swawolne zachowania, miast hieratycznych bohaterów - postaci z ludu albo arystokrację lud udającą. Wszystko to przedstawiane kreską delikatną, jakby szkicowaną od niechcenia, aby stworzyć wrażenie ulotności przedstawienia dorównującego lekkości tematyki.
Wystawa w Bibliotece Morgana jest znakomita; gromadzi ponad 80 grafik, głównie z przepastnych zbiorów tej wspaniałej placówki.
Nad francuskim rokokiem dominowali trzej artyści - wszyscy dobrze reprezentowani na wystawie. Epokę rozpoczął Watteau właśnie. Oglądamy jego szkic Temple of Diane, dekoracyjny szkic pełen ozdóbek i mnóstwa nieważnych detali, w których streszcza się koncept artystyczny; albo znakomity Seated Woman, kolorowy rysunek przedstawiający młodą kobietę z głową uniesioną do góry, nogą założoną na nogę i prawie nagą piersią.
Jego największym następcą był Francois Boucher (1703-1770), najmodniejszy malarz rokoka (Watteau nie był doceniony za życia), niesłychanie płodny, malujący z łatwością i elegancją. Najlepsze jego dzieła na tej wystawie to Adoration of the Shephards i elegancki, pełen uroku obrazek wiejski Thatched Mill Cottage and the Shed - choć przedstawiony młyn kryty strzechą i szopa są nieco zrujnowane, dodają piękna i czaru całemu krajobrazowi.
Protegowanym Bouchera, jego następcą i czołowym artystą schyłkowej monarchii francuskiej był Jean-Honoré Fragonard, zainteresowany w jednakim stopniu scenkami z życia wytwornego towarzystwa, jak włoską tematyką i scenerią; tu zwłaszcza zwraca uwagę efektowny szkic węglem Portrait of a Neapolitan Girl.
Oprócz tych trzech filarów rokoka możemy obejrzeć prace innych, znakomitych twórców tamtych i nieco późniejszych czasów, gdy rewolucyjny ferwor i cesarstwo Napoleona zmieniły nieco nastrój epoki oraz upodobania publiczności. Warto wymienić Charles-Josepha Natoire'a (polecam The Camel Driver), Jean-Baptiste'a Greuze'a z najsłynniejszym portretem Denisa Diderota uchwyconego z profilu, a zwłaszcza doskonałego, z późniejszych czasów Pierre-Paula Prud'hona - wart szczególnej uwagi jego efektowny, błękitny szkic Female Nude.
Omawiana ekspozycja nikogo na pewno nie zawiedzie, ale do Biblioteki Morgana zawsze warto pójść, choćby żeby odetchnąć atmosferą pięknego wnętrza i przy okazji obejrzeć kilka innych ekspozycji, w tym prace Williama Blake'a.