Czas starych mistrzów

Autor: MARIA KORNATOWSKA
2009-10-16
Fot. Film Society of Lincoln Center
Scena z filmu Alaina Resnais Wild Grass

Tegoroczny, 47. już Nowojorski Festiwal Filmowy, organizowany tradycyjnie przez Film Society of Lincoln Center, odbywał się w pięknie odnowionej, wyposażonej w najnowocześniejszą aparaturę dźwiękową Alice Tully Hall.

Pokazano 29 filmów pełnometrażowych z 17 krajów wybranych przez komisję selekcyjną, której przewodniczył w tym roku Richard Pen~ia.

Nowojorska impreza jest raczej przeglądem tego, co się w światowym kinie aktualnie dzieje, niż festiwalem w ścisłym tego słowa znaczeniu. Stara się wychwycić nie tylko najwybitniejsze filmy sezonu, ale i nowe tendencje zarówno jeśli chodzi o poszukiwania treściowe, jak i formalne. Publiczność amerykańska traktuje film jako rozrywkę. A organizatorzy festiwalu pragną dowieść, że jest to również sztuka, narzędzie autorskiej wypowiedzi.

ZAZWYCZAJ UWAŻA SIĘ, ŻE W AWANGARDZIE KINA, podobnie jak we wszelkich innych awangardach, przodują ludzie młodzi. Festiwal AD 2009 wykazał paradoksalnie, że najodważniejsze filmy kręcą twórcy więcej niż dojrzali - seniorzy. Nie boją się ryzyka, nie mają nic do stracenia.

Stulatek Manoel de Oliveira zrealizował Eccentricities of a Blond Hair Girl - przewrotną opowieść o grze wyobraźni, o potędze iluzji wyzwalającej miłosne porywy.

87-letni Alain Resnais nakręcił Wild Grass - iście młodzieńcze wyznanie wiary w życie, w jego sens objawiający się w najdziwniejszych przypadkach losu, w miłość trudną, bo dojrzałą, w coś, co nigdy nie zawodzi: mądrość intuicji. Bardzo to piękny film, świetnie zrealizowany, sfotografowany i zagrany przez ulubionych aktorów reżysera - Sabine Azemę, Andre Dussolliera i Mathieu Amalrica.

83-letni Andrzej Wajda wspólnie ze swoją ulubioną aktorką Krystyną Jandą zaprezentował Tatarak, święcący dotąd triumfy na festiwalach europejskich. Choć depresyjny - jak tu się zwykło mówić - film Wajdy podbił serca nowojorskiej publiczności i krytyki.

81-letni Jacques Rivette zrealizował Around a Small Mountain - poetycki, magiczny niemal film o grze przypadku i miłości, z cyrkiem oraz malowniczymi krajobrazami w tle, z przejmującą Jane Birkin w głównej roli. Młodość seniorów jest zjawiskiem krzepiącym. Znamienne, że to właśnie ich, a nie ludzi młodych, wciąż fascynuje miłość, jej tajemnice i powikłania.

ZA THE WHITE RIBBON 67-letni reżyser austriacki Michael Haneke otrzymał Złotą Palmę na tegorocznym festiwalu w Cannes. Haneke należy dziś do czołówki europejskich filmowców. Jego twórczość, często przykra w odbiorze, dotykająca mrocznych ludzkich instynktów, nie ma - jak sądzę - wielkich szans u widzów amerykańskich. A szkoda. Jest to bowiem nie tylko filozof i moralista kina, ale i mistrz warsztatu, pracujący z niezwykłą świadomością środków ekspresji. Haneke, podobnie jak w literaturze Elfriede Jelinek lub nieżyjący już Thomas Bernhard, próbuje odnaleźć korzenie zła, które w epoce faszyzmu ukazało w Austrii swoje groźne oblicze. Odkłamanie przeszłości, głęboka analiza psychiki narodowej i psychiki ludzkiej w ogóle to zasadniczy punkt zainteresowań reżysera. W The White Ribbon Haneke pokazuje społeczność małej wioski w północnych Niemczech w przeddzień wybuchu I wojny światowej. Za fasadą porządku i moralnego ładu plenią się bolesne dewiacje i zwyczajna przemoc domowa. Stłamszone w rygorach surowej dyscypliny, wychowywane bez krzty zrozumienia i uczucia dzieci wymierzają dorosłym własną sprawiedliwość. Haneke niczego nie dopowiada, nie objaśnia. Wyobraźnia widza winna dopełnić dzieło. Zgodnie zresztą z jedną z tendencji nowego kina: tendencją do otwartych zakończeń, niejasności, dwuznaczności, przemilczeń. Nowy styl opowiadania unika dosłowności, próbuje ominąć, stonować jakby konkretność filmowego obrazu. Daje to interesujące rezultaty myślowe i artystyczne, tym bardziej że współczesna rzeczywistość wymyka się jednoznacznemu widzeniu i interpretacji. Tradycyjne sposoby opowiadania brzmią już dziś nieco sztucznie.

GŁÓWNYM TEMATEM NYFF STAŁ SIĘ ROZPAD RODZINY, a szerzej biorąc rozpad międzyludzkich więzi. Doskonale ilustruje tę kwestię film Todda Solondza Life During Wartime - dalszy ciąg dziejów rodziny Jordanów z Happiness, wcześniejszego filmu reżysera, acz z udziałem innych aktorów. Solondz jeszcze ostrzejszymi kreskami rysuje tu portrety swych bohaterów. Doświadczenia minionych 10 lat niczego ich nie nauczyły. Zamknęli się jeszcze bardziej w egoizmie i nieczułości. Jedynie 13-letni Timmy (Dylan Riley Snyder) nie tylko chce być kochany, ale i umie zdobyć się na uczucie.

Solondz jest znakomitym obserwatorem. W jego filmie, niczym w zwierciadle, odbija się społeczeństwo amerykańskie z wszystkimi swoimi słabościami.

Najlepszy zestaw pokazali jednak Francuzi. Oprócz dzieł Alaina Resnais i Rivette'a zobaczyliśmy najnowsze filmy Claire Denis - White Material, Catherine Breillat - Bluebeard i Bruno Dumonta - Hadewijch.

Claire Denis kontynuuje swoją wizję Czarnego Lądu i miejsca w nim białego człowieka. Rolę białej właścicielki plantacji kawy, która uosabia francuski racjonalizm w kłębowisku zwierzęcych niemal instynktów, gra znakomita, jak zwykle, Isabelle Huppert. Jest tragiczna, absurdalna i żałosna zarazem.

Breillat na kanwie bajki Perraulta o Sinobrodym opowiada w zaskakujący filmowo sposób o ambiwalentnej relacji łączącej dwie siostry i o przewadze, jaką dzięki inteligencji, a nade wszystko wyobraźni, osiągają dzieci nad dorosłymi.Dumont w niebanalny sposób kreśli opowieść o młodej dziewczynie opętanej namiętną miłością do Chrystusa, miłością, która budzi niepokój nawet w siostrach zakonnych. Fanatyzm religijny, zdaniem Dumonta, bywa rezultatem braku zwykłej, ziemskiej miłości. Lodowaty chłód rodzinnego domu każe tytułowej Hadewijch (Julie Sokolowski) szukać ucieczki w uniesieniach religijnych i prowadzi ją do niebezpiecznych kontaktów z fundamentalistami islamskimi. Skrajności są sobie bliskie - powiada przysłowie.

Francuscy reżyserzy należą do twórców poszukujących. Odrzucają utarte schematy, z dużym wyczuciem dobierają i prowadzą aktorów, dbają o urodę obrazów i urodę dialogów. Kino francuskie jest kinem myślącym.

REPREZENTACJA AMERYKAŃSKA wypadła całkiem niekonwencjonalnie. Obok wybitnego niewątpliwie dzieła Solondza - prowokacyjny film Harmony Korine Trash Humpers, mieszanina nocnego koszmaru i Końcówki Becketta. Obraz totalnej degradacji ludzkiej w turpistycznym pejzażu.

Przyjmowany entuzjastycznie film Lee Danielsa Precious: Based on the Novel "Push" by Sapphire dla mnie, przyznaję,trącił raczej socrealizmem. 16-letnia Clareece (Gabourey Sidibe) z Harlemu lat 80. przypomina murzyńskiego Hioba. Gwałcona przez ojca, wykorzystywana przez wredną matkę, gruba, brzydka, niepiśmienna dźwiga na swych plecach wszystkie nieszczęścia świata. Ale dzięki wewnętrznej sile i nauczycielce niczym z noweli Stefana Żeromskiego pokonuje przeciwności losu i wychodzi na "prawdziwego człowieka".

Kontrowersyjny dokument Dona Argotta The Art of the Steal mówi o coraz gwałtowniejszej komercjalizacji świata sztuki, muzeów itd. Sztuka stała się dziś bardzo dochodowym biznesem.

Trudno nie wspomnieć o wzruszającym, nostalgicznym, choć trochę przydługim filmie rosyjskiego reżysera Andrieja Chrzanowskiego Room and Half. Jak już tytuł sugeruje, jest to opowieść o Josifie Brodskim i jego cudownych rodzicach, o życiu w petersburskiej "komunałce", o wygnaniu i tęsknocie, o poezji i o śmierci. Chrzanowski łączy fikcję fabularną z materiałem dokumentalnym, z rysunkami poety i recytowanymi przez niego wierszami. Piękny film, bardzo osobisty, bardzo emocjonalny.

NOWOJORSKI FESTIWAL FILMOWY jest przeglądem raczej elitarnym, adresowanym do licznej w naszym mieście rzeszy kinomanów poszukujących przeżyć artystycznych. Ale nie zabrakło w programie dzieł przyciągających szerszą publiczność, acz niepozbawionych walorów artystycznych, choćby Broken Embraces Pedro Almodóvara i Antichrist Larsa von Triera. Almodóvar jest szalenie w Nowym Jorku popularny, a Lars von Trier cieszy się niezmiennie opinią skandalisty i prowokatora.

Nowojorski festiwal rozpoczyna jesienno-zimowy sezon filmowy w naszym mieście. Wiele ze wspomnianych tu dzieł trafi niewątpliwie na ekrany.