.jpg)
"Czy ty wiesz, kto to jest Gajos? Gajos to jest wieeelki aktor" - powiedział Tadeusz Łomnicki po roli Ödöna von Horvatha zagranej przez Janusza Gajosa w przedstawieniu Opowieści Hollywoodu Christophera Hamptona w Teatrze Telewizji w 1986 r.
Sprawcą "odszufladkowania" Gajosa, oderwania go od roli Janka Kosa z serialu Czterej pancerni i pies był Kazimierz Kutz, reżyser sztuki. I od tej chwili drzwi filmu i teatru stanęły przed Gajosem otworem. Wiele ról, bardzo różnorodnych, a wśród nich takie m.in. kreacje na scenie, jak Händel (Kolacja na cztery ręce), Podsiekalnikow (Samobójca), On (Ławeczka), Astrow (Wujaszek Wania), Koczkariow (Ożenek), Swidrygajłow (Zbrodnia i kara), Jan (monodram Msza za miasto Arras), Loman (Śmierć komiwojażera), Czelcow (Miłość na Krymie)... I jeszcze długa lista znakomitych ról filmowych i telewizyjnych.
Z PRÓBY NA PLAN FILMOWY CZY TELEWIZYJNY, z planu na scenę - tak wygląda niemal każdy jego dzień. Odrywając się od Pancernych i kabaretowego Tureckiego (Kabaret Olgi Lipińskiej) idzie własną drogą, przełamuje style i konwenanse grania postaci ogólnie znanych, wyposaża każdą w cechy indywidualne. Szuka nowych środków wyrazu aktorskiego nie w nowinkach i sztuczkach warsztatowych, nie w modach i módkach, ale w tym, co nowego dostrzegł, zaobserwował w człowieku, którego po aktorsku analizuje coraz głębiej i coraz dokładniej. W człowieku, w sobie, szuka tkanki do budowy postaci. A że dysponuje wręcz ogromnymi możliwościami zarówno kreatorskimi, jak i warsztatowymi, tworzy postacie żywe, barwne, często mocno rysowane, krwiste - szczególnie w okresie, gdy w polskich filmach grał niemal seryjnie role morderców, policjantów, gangsterów - z tego "kostiumu" też się szybko wyzwolił. Dziś jest chyba najbardziej wszechstronnym polskim aktorem. "Może zagrać wszystko - od kabaretu po grecką tragedię" - mówiła Olga Lipińska. Nieco złośliwi, ale i pełni uznania dla jego talentu, twierdzą, że świetnie zagra nawet... stołową nogę.
A SKORO, JAK SAM MÓWI, ZAWSZE GRA CZŁOWIEKA, musi tego człowieka obserwować. I w sobie, i na zewnątrz. Musi mu się przyglądać i podglądać, wyłapywać w nim to, co najbardziej ludzkie i co najbardziej nieludzkie, dostrzegać niuanse i odstawanie od banału nawet, gdy jest właściwie banalny, bo na przykład ograny, jak Cześnik Raptusiewicz. Któż z nas nie ma w oczach wizerunku scenicznego Cześnika?! Oczywiście zlepionego z różnych kreacji aktorskich. A jednak Raptusiewicz Gajosa jest zupełnie inny (Zemsta Wajdy, film). Do tradycji aktor dołączył własną interpretację. Utrzymując postać w znanej konwencji, stworzył swoistego demiurga pociągającego za wszystkie sznurki (wbrew reżyserowi), niebywale zabawnego, ale i prawdziwego, żywego, a nie wyciągniętego z lamusa. I w całym filmie śmiesznie było tylko wtedy, gdy na ekranie ukazywał się Gajos.
Swidrygajłow w Zbrodni i karze to prawdziwy koncert aktorski. Z wydobyciem wszelkich niuansów, ale i niezwykłym wręcz wyczuciem przestrzeni scenicznej. Żaden ruch, żaden krok, żaden gest nie był szarżą, wszystko idealnie dopasowane, wyczute. Pisano o Gajosie w tej roli: "koncertmistrz". Była w tej kreacji, jak i w co najmniej kilku diametralnie innych, wirtuozeria skrzypka, który gra na wszystkich strunach własnego ciała i duszy.
A Msza za miasto Arras Szczypiorskiego? Na scenie siwy starzec. Taki u schyłku życia, wynędzniały i zmęczony. Starzec pragnący oderwać się od swojej przeszłości. Jednak w trakcie opowieści o tym, co się wydarzyło starcowi - Gajosowi lat ubywało, a przeszłość wciągała go coraz mocniej w swoje sidła, wszystko nagle było jakby wczoraj. Jakąż ten aktor miał w sobie siłę, że przez półtorej godziny nie można było oderwać od niego wzroku! Nie dał widzom ani chwili wytchnienia. Osaczył nas i przykuł naszą uwagę do siebie w sposób graniczący niemal z jakimś czarami. Od Mszy minęło 15 lat, a wciąż nie tylko widzę Gajosa, ale i słyszę jego głos... Strąki siwych włosów na plecach, twarz pobrużdżona zmarszczkami i ten drżący, mamrotliwy starczy skrzek, który potężniał wraz z opowieścią o wstrząsającej historii pogromu Żydów. Bardzo oszczędny w gestach, niemal beznamiętnie opowiadał o tym, czego był świadkiem, co przeżył. Po latach opowiadając o wydarzeniach w Arras stale odczuwa tę samą grozę, co wtedy. I my ją odczuwamy.
Carter z Simpatico Sama Sheparda - zupełnie inny świat. Król życia i rozkoszy, niemal "pan świata", elegancki przedsiębiorca. Tylko nerwowy gest przygładzania włosów zdradza, że pod tym naskórkiem jest człowiek, który kurczy się ze strachu. Bo więzi łączące ludzi w Simpatico są oparte wyłącznie na strachu i szantażu, a przedsiębiorcy to zwykli oszuści. Od garnituru do brudnej, przepoconej koszuli ludzkiego wraka - taką skalę ukazał nam Gajos w ciągu zaledwie 3 godzin. Psychiczny i fizyczny rozpad człowieka z przejmującymi delirycznymi drgawkami ludzkiego strzępu, z którego ust z wielkim trudem wydobywa się jakiś dźwięk... To bolało. Nas na widowni, i aktora na scenie. Zagrać ludzki upadek tak, by odczuwalny był ból, to maestria.
NIEDAWNE KREACJE W TEATRZE NARODOWYM: Loman - władca rozpadającego się świata w Śmierci komiwojażera, Czelcow - oportunista, który w każdym porządku świata będzie się utrzymywał na powierzchni w Miłości na Krymie, Fouquet - postać nikczemna, ale wypełniona cechami na wskroś ludzkimi we Władzy... Władza dla starego mistrza intrygi i "przekrętów", jakbyśmy dziś powiedzieli, nie ma tajemnic. On, minister finansów na dworze Króla Słońce, zawsze pociągał za sznurki. Jest groźny i przebiegły, choć z wierzchu układny, wyciszony, polukrowany. Ale... Znowu ta człowiecza podszewka. Gajos stworzył człowieka z krwi i kości. Nikczemnego, ale i wzbudzającego sympatię i uznanie, nawet budzącego współczucie, gdy trafia do więzienia. "Gram zawsze człowieka" - mówi aktor. To go wyróżnia spośród tych, którzy grają postać. "Odnaleźć człowieka wszędzie tam, gdzie znaleźliśmy to, co go miażdży" - można tu przywołać słowa André Malraux jako najlepiej charakteryzujące myślenie Janusza Gajosa o aktorstwie, o roli, o postaci, o teatrze wreszcie.
JEST JESZCZE FILM, JEST TELEWIZJA, gdzie aktor stworzył wspaniałe role. Ale... Tylko w teatrze stoi człowiek przed człowiekiem czy wśród ludzi, tylko w teatrze jest to wyjątkowe dopełnienie kreacji aktora przez obecność widza. Widza, który z reguły od pierwszego momentu, gdy Gajos wchodzi na scenę jest do niego przykuty, niemal przyspawany. Wydawałoby się więc, że Gajos to mistrz wybijający się ponad zespół, że gra solo. Nic bardziej mylnego! Jest wsłuchany w zespół, w partnera na scenie, współbrzmi z całością (no, chyba, że ta całość się rozsypuje i kuleje), wsłuchuje się uważnie w drgania sceny i widowni. Nie chodzi przecież o to, by zawsze być pierwszym skrzypkiem - Gajos każdą rolę traktuje bardzo poważnie.
Oczywiście, nie wszystkie role były wybitnymi kreacjami. Bo, aby była szansa na wielką kreację, musi być w teatrze jeszcze koryfeusz tego chóru: reżyser. I muszą być partnerzy. Nie tylko aktorzy, ale i scenografia, i muzyka, i oświetlenie, i kostium, i charakteryzacja, słowem wszystko musi współgrać ze sobą jak w doskonałej orkiestrze. Przedstawienia i filmy, w których Gajos zabłysnął pełnią barw talentu, reżyserowali m.in. Kazimierz Kutz, Jerzy Jarocki, Janusz Morgenstern, Wojciech Marczewski, Andrzej Wajda i Filip Bajon.
PRZYWOŁAŁAM TU TYLKO JEDEN FILM z Gajosem, Zemstę, gdyż mimo wielu znakomitych ról filmowych, które dały mu rozgłos i sławę, przede wszystkim myślę o teatralnym Gajosie. O teatralnym dlatego, że on sam chyba najbardziej kocha właśnie teatr. I tę miłość do teatru, tę fascynację jego magią i tajemniczością, jego ulotnością w jego graniu człowieka widać. Czym jest tajemnica i magia teatru?
- Teatr i aktor (w wydaniu prawdziwym) to dwa pojęcia, które się uzupełniają i w gruncie rzeczy tworzą jedno. Teatr nie może istnieć bez aktora, jakąkolwiek by miał postać (lalki, śpiewaka, tancerza, mima czy cienia), zaś aktor musi mieć swój teatr, czyli miejsce, w którym jest możliwe kreowanie nieistniejącego, ale możliwego do zaistnienia świata ze wszystkimi jego atrakcjami, bolączkami, tragediami i przejawami szczęśliwości. Teatr jest rejonem, w którym możliwe jest tworzenie tego, co przeczuwamy, co jawi nam się w minifleszach iluminacji, realizowanie swoich tęsknot i marzeń. Sądzę, że te kilka powodów, które wymieniłem, wystarczy za wszystkie tłumaczenia, co takiego sprawia, że dopuszczeni do tajemnicy teatru nie możemy jej już zdradzić i na zawsze pozostajemy w jej zaklętym kręgu - mówi Janusz Gajos.