.jpg)
Na świecie w tej chwili dużo się dzieje, ale koszula bliższa ciału, więc zaczynam od swojej koszuli i swojego ciała. Krótko mówiąc, zapięcie trzymające w pasie moją długą spódnicę obluzowało się, przydeptałam ją w czasie domowej krzątaniny i runęłam do tyłu jak długa. Usiłowałam się czegoś chwycić (podobno i w tym celu ma się ręce), ale udało mi się ściągnąć na siebie jedynie drabinę.
Usłyszałam huk i poczułam ból. Mąż i syn, w drugim pokoju, ryknęli głośniej ode mnie, podjęli mnie z podłogi i wezwali pogotowie. Wszyscy byliśmy przekonani, że mam złamaną miednicę, choć rodzina pocieszała: - To tylko stłuczenie.
Pogotowie przyjechało po godzinie. Na ostrym dyżurze ortopedycznym na Lindleya - ja stale mówię "u Dzieciątka Jezus" - spędziłam noc. Ja i pokiereszowany zawodnik motocyklowy mieliśmy przywilej leżenia na łóżkach na kółkach, reszta połamańców kłębiła się na ławkach, krzesłach, na stojąco - czekając na swoją kolej. W liczbie chyba setki.
W dwumilionowym mieście dyżur ortopedyczny jest tylko w jednym szpitalu!
Byłam w szoku euforycznym. Leżę sobie wygodnie, w lędźwiach wali jak perkusja, i przyglądam się ludziom. Wychodzą z sali zabiegowej jak bałwany śniegowe, opatrzeni w tak ciężkie gipsy, jakich nie stosowano nawet w komunie.
A jak ja wyjdę? W kołysce gipsowej. Miła nazwa. Wcale mnie nie nudzi czekanie i patrzenie. Czekający przypominają mi ławkę rezerwowych na meczach piłki nożnej, które ogląda mąż: podenerwowanie i gotowość na wszystko. Mogłabym tak patrzeć i patrzeć... Nawet odczuwam nutkę żalu, gdy lekarz, wyglądający jak gimnazjalista, wyszarpuje mi zza zagłówka wcześniej zrobione zdjęcia rentgenowskie. Mąż podąża za nim. Przez półotwarte drzwi słyszę długie biadolenie doktora nad stanem mojego kręgosłupa, że trzeba było rehabilitować już od dawna itp., itd. To wiemy, wiemy. Oboje z synem czekamy na werdykt: "No, dalej, dalej, mówże, człowieku, co teraz się stało". Pada wreszcie krótkie: - Złamania nie ma. Tydzień leżeć, a potem płakać, zaciskać zęby i chodzić... I dodaje: - Rehabilitować do końca życia.
Chodzę więc, wyjąc z bólu. Na rehabilitację w służbie zdrowia muszę czekać trzy miesiące, zapisałam się więc do prywatnej pracowni rehabilitacyjnej, która kosztuje zawrotne sumy. (I też czekanie).
SĘK W TYM, ŻE ZA DŁUGO ŻYJEMY. Dziewięćdziesiątka jest prawie normą. Nadąża serce i inne organy - prócz kości. Stąd tyle kalek. Takich, jakie pamiętam sprzed wojny ze wsi. Zgiętych we dwoje, niezdolnych się wyprostować.
Zachód jakoś sobie poradził, szkoląc więcej ortopedów. U nas ich drastycznie brak. Powiedział mi adiunkt, lat 35, robiący karierę jako kardiochirurg, że gdyby dziś miał wybierać, wybrałby ortopedię.
Ortopedia to jest to, co potrzebne dziś ludziom starszym - sprawnym umysłowo, ale coraz częściej kalekim. I w cichej, ale zgodnej opinii powszechnej niepotrzebnym nikomu.
Znam przyczynę takiego stanu rzeczy. Dla ludzi starszych nie ma w Polsce żadnej propozycji pozytywnej. Wystarczy włączyć telewizor. Widzimy obrazki okrucieństwa w domach starców. I tyle.
Ale przecież znakomita większość starszych to ludzie sprawni umysłowo, mieszkający u siebie, żyjących "za te polskie dwa tysiące", świetnie rozeznanych w sytuacji politycznej czy społecznej. Jeżeli nawet prawem wieku wypychają ich z życia zawodowego ludzie młodzi, co naturalne, to i media są nastawione głównie na młodych, chociaż wiadomo, że ich odbiorcami są emeryci. Młodzi nie mają czasu patrzeć na obrazki w telewizorze. Programy tak są skonstruowane, jakby starość nie istniała. O ludziach 60-letnich nie mówi się inaczej, jak: staruszek, staruszka. "Samochód potrącił staruszkę. O dziwo! Wstała, otrzepała się i poszła...".
ROLA DZIADKÓW CZY BABĆ sprowadza się jedynie do pilnowania wnucząt. Pamiętam, jak z otwartą buzią słuchałam opowieści mojej babci o starej Warszawie, o tramwajach konnych, o zabawach na Bielanach... I pytałam: - Co czytasz, babciu? - Lalkę, dziecko, Lalkę - padała niezmiennie odpowiedź. - I ty tak będziesz robić w moim wieku...
I tak się dzieje. Spytałam wielką powagę naukową, panią profesor Marię Janion, co czyta dla przyjemności. - Rokrocznie Lalkę, jako opowieść o szaleńczej miłości.
A ja codziennie słucham urywka Lalki czytanej w radiu. Nigdy nie odpuszczam.
Dziś moim wnukom wydawałaby się śmieszna rozmowa z dziadkami na tematy, powiedzmy intelektualne. "Babciu, podaj, dziadku zrób..." - do tego sprowadza się kontakt. Albo: "Babciu, nie przeszkadzaj, ja teraz gram" - mowa o komputerze.
Zgoda. Jest to sprawa wychowywania dzieci. Swoisty leseferyzm. Uleciały też gdzieś słówka dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję...
Umówiłam się z 8-letnią wnuczką, że na powitanie i pożegnanie będziemy sobie podawać rękę; mocny uścisk dłoni. Może to przetrwa.
MOJE PRZYMUSOWE UNIERUCHOMIENIE urozmaiciły dwa bulwersujące wydarzenia. Śledzę je bez tchu: Gość Niedzielny - katolicki tygodnik ze Śląska - dawniej, za księdza Tkocza, o umiarkowanym obliczu, dziś kierowany przez młodego duchownego fundamentalistę - wytoczył armaty przeciwko Alicji Tysiąc.
Zgodnie z uchwaloną w 1992 r. ustawą aborcję dopuszcza się w sytuacji zagrożenia życia lub ciężkiej choroby matki albo też ciężkiego uszkodzenia płodu. Jednak nawet wtedy lekarze uchylają się od podjęcia decyzji.
Alicji Tysiąc, gwałtownie tracącej wzrok, poród groził ślepotą. Mimo to nie dostała pozwolenia na zabieg.
Urodziła zdrową córkę i prawie zupełnie oślepła. Dziś dziewczynka ma 9 lat, jest zdrowa i kochana. Matka odwołała się jednak do odpowiedniej instancji w Strasburgu. Wyrok był po jej myśli. Musimy wypłacić jej kilkaset tysięcy odszkodowania.
O tym właśnie zdarzeniu traktował artykuł w Gościu Niedzielnym. Potępiał w czambuł i matkę, i wyrok. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie oszczędził imion i nazwisk. Dziewczynka chodzi do szkoły. Można przypuszczać, że doznała szoku czytając, że matka chciała ją zabić.
Jeżeli ksiądz uznał za stosowne poruszyć sprawę sprzed lat, to na litość Boską, mógł oszczędzić nazwisk!
SPRAWA ROMANA POLAŃSKIEGO ma wymiar światowy.
Dziś 76-letni artysta ma odpowiadać za przestępstwo popełnione w 1978 r. Wtedy to w Los Angeles, w czasie sesji zdjęciowej, dopuścił się stosunku z 13-letnią modelką. Za jej zgodą. W sądzie zeznała, że pierwszy stosunek miała w wieku lat ośmiu, a potem przynajmniej jeszcze jeden...
Nie ulega kwestii, że Polański zawinił. Strony: prawnik Polańskiego, prawnik ofiary i prokurator zawarli porozumienie co do wysokości kary; w amerykańskim systemie jest to praktykowane. Częścią ugody było zapewnienie, że Polański nie pójdzie siedzieć. Przeszkodził sędzia, czuły na opinię, która w USA w takich sprawach jest szczególnie purytańska: publicznie obwieszczał, że skaże Polańskiego na pięćdziesiąt lat, a później won ze Stanów Zjednoczonych.
Polańskiemu nie pozostawało nic innego jak ucieczka z Ameryki. Robił filmy, stawał się coraz sławniejszy.
Nagle, po latach, w Szwajcarii, gdzie ma dom i gdzie bywał wielokrotnie - tym razem zaproszony - o ironio! - do odebrania nagrody za całokształt twórczości- zostaje na lotnisku aresztowany. Grozi mu ekstradycja do USA, gdzie ma być poddany karze za przestępstwo sprzed lat.
"Nie usprawiedliwiam tego, co zrobił Polański. Apeluję tylko o pokorę wobec wielkiego talentu" - pisze w Gazecie Wyborczej Seweryn Blumsztajn. To reakcja po opadnięciu pierwszej fali emocji. Pierwsze były inne. Polskie społeczeństwo podzieliło się na dwie grupy: prowokacja i skandal, z drugiej strony żądanie głowy. W pierwszych wypowiedziach zagalopowali się nawet dwaj ministrowie - kultury i spraw zagranicznych. Szczęśliwie emocje ostudził premier, zwracając uwagę, że sprawę należy rozpatrywać jedynie w kategoriach prawnych - jak wobec każdego obywatela.
Co zrobić? Nie wiem. Może pozostaje zwolnienie za kaucją? Mało prawdopodobne; poddanie się sądowi w USA? Na szczęście, sędzia-kat nie żyje, więc jest szansa na wyrok w zawieszeniu i Polański, zbliżający się do osiemdziesiątki, mógłby nadal robić jedyne w swoim rodzaju, wielkie filmy.
Warszawa, 29 września 2009 r.
| Komentarze: | |
Name: Greenpoint | Date: 2009-10-13 13:02:05 |
Ewa Berberyusz - polonofob, lewak, dywersant, oszczerca i paszkfilant | |
Name: Ridgewood | Date: 2009-10-13 18:28:27 |
jak dobrze jest nie być zurnalistą, co nie? A nasza Ewunia musi nią być. | |
Name: Niunia | Date: 2009-10-14 22:22:39 |
Pani Berybeusz chyba juz dosyc oplowania swojego(mojego) kraju ,czekam niecierpliwie na te "naukowe"wywody na temat tego wspanialego kraju, wrecz raju(dla niewolnikow) prosze wypocic cos na temat szkolnictwa, opieki medycznej, podatkow, itd czekam z niecierpliwoscia! | |
Name: ciekawa | Date: 2009-10-15 23:14:22 |
Pani Ewo, mówiąc o upadkach, co tam z Pani ulubioną partią, PO? nic, ani słowa? | |