Łapaj Łapickiego!

Autor: Marek Kusiba
2009-07-03

Słynna polska miłość bliźniego oraz tolerancja dla jego życiowych wyborów święcą nowe triumfy: nie tak dawni wielbiciele 85-letniego dziś Andrzeja Łapickiego nie zostawiają teraz na nim suchej nitki za zbrodnię doskonałą, jakiej się dopuścił, poślubiając przed miesiącem (jak najbardziej miodowym) o 60 lat od siebie młodszą - o zgrozo! - kobietę o wdzięcznym imieniu Kamila.

Zamach na podstawowe wartości polskiej umysłowości zaczął się od niewinnego wywiadu. Po nim, a może już w trakcie niego, młoda teatrolożka z pisma Teatr zakochała się ze wzajemnością w dżentelmenie w każdym calu, zadbanym i pachnącym, szczupłym, energicznym i na dodatek złotoustym. I gdyby na miłości poprzestali, a nawet ze sobą zamieszkali, byłby skandal towarzyski, ale nie byłoby medialnej czystki. Lecz nasze gołąbki postanowiły się wzajemnie zaobrączkować, a to już dla wron i kruków krajowego chowu zbrodnia okrutna, sodomia i gomoria, pedofilia i parafilia (nie mylić z parafiańszczyzną).

W przeciętnym krajowym rozumie oznacza to bowiem zamach na święty sakrament małżeństwa. Niepisana zasada dopuszcza różnicę wieku pomiędzy małżonkami od kilku do kilkunastu lat. Gdy lat jest kilkadziesiąt, zaczynają się schody do piekła. - Ten gość cierpi na nimfofilię - można usłyszeć o starszym panu młodym. A co to takiego ta nimfa i filia? A to taka skłonność dojrzałego mężczyzny do dziewcząt we wczesnym okresie dojrzewania. Aha. Aż chciałoby się zakrzyknąć: łapy precz od Łapickiego i żony jego! I zacytować tytuł dramatu rówieśniczki młodej pani Łapickiej, Doroty Masłowskiej, obchodzącej 3 lipca 26. urodziny: Między nami dobrze jest... Gdy natomiast różnica wieku przekracza zaczarowaną i niewyobrażalną dla wielu życzliwych współbliźnich barierę 50 lat, sypie się na ich głowy kwiat najbardziej wyszukanych inwektyw i pomówień. Miłość rodaka do rodaka przypomina wtedy miłość ryby do robaka, nabitego na haczyk.

Andrzeja Łapickiego najbardziej dziś nienawidzą mężczyźni: pożera ich zrozumiała i uzasadniona zawiść. Aktor wyzwał na pojedynek (w podrywie) nie tylko rówieśników, ale o dekady młodszych zalotników i wygrał z nimi od razu walkowerem, uzyskując taką przewagę lat, jak niemal przewagę głosów podczas pamiętnych wyborów z czerwca 1989 r. Wiem coś o tym, bo pełniłem w torontońskim konsulacie funkcję męża zaufania. Owej pamiętnej nocy Andrzej Łapicki wygrał z Jerzym Urbanem druzgocącą różnicą głosów: rzecznik rządu dostał ich 30, a Łapicki 2330. Podczas liczenia szef komisji wyborczej tyle razy odczytał nazwisko Łapicki, że śni mi się ono do dzisiaj.

Nie tak dawno szedłem ulicami Warszawy w towarzystwie dwóch swoich młodziutkich studentek; nigdy nie nasłuchałem się tylu najwyszukańszych komplementów, z których najdelikatniejszy zacytuję: "Ty, w duszę kopany emeryt, masz na viagrę?". Oczywiście miłe moim przygłuchawym uszom uwagi rzucane były w tłumie, anonimowo i pozaplecowo. Młode studentki zaczęły w końcu usprawiedliwiać polską tolerancję i kulturę bycia... socjalistycznym wychowaniem. Zwróciłem im uwagę, że ja też wychowałem się za komuny, ale w nawet największej różnicy wieku miłośnika i miłośnicy nie widzę niczego niestosownego, to sprawa dwojga ludzi i niczyja inna. Na co usłyszałem wzruszającą odpowiedź uczonej Kasi D.: - Bo u was, w Ameryce czy innej Kanadzie, pędzicie życie niczym średniowieczni mnichowie na pustyni (ludzkiej); bliźni bliźniego nie zna, sąsiad nie rozmawia z sąsiadem, a jeśli już, to w sądzie.

Na widok moich uniesionych resztek brwi rezolutna Magda A. rozjaśniła moją wyleniałą mózgownicę komentarzem uzupełniającym: - W opinii tych przechodniów pan po prostu nie zasłużył na nasze młode wdzięki, a pana potrzeby sprowadzono do zaspokojenia potrzeb podstawowych, mających na celu podtrzymanie dogasającego ogarka żywota...

Po tej wypowiedzi zrozumiałem, dlaczego jakiś wewnętrzny musik sprawia, że co kilka lat odwiedzam ojczyzny łono: aby mi się ogarek nie zetlił do reszty.

Z kolei przed trzema tygodniami spacerowałem ulicami Manhattanu w miłym towarzystwie Romana Markowicza i Ewy Z., która wyglądała przy nas jak nasza (?!) adoptowana córka, a pies z kulawą nogą nawet tego nie skomentował radosnym: "Starsi panowie dwaj, już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj". Nie ma to jak warszawska ulica, gdzie człowieka zauważą, ocenią i należycie docenią. Społeczna troska, jaką w Polsce bliźni otaczają bliźnich, zaglądając sobie do garnka i łóżka, zasługuje na rozpropagowanie na tym kontynencie. Może wreszcie dowiedziałbym się czegoś pikantnego o swoim sąsiedzie Chińczyku, bo na razie wiem tylko tyle, że ma na imię Alex, nie pali, nie pije, żony nie bije, i nie wiadomo, czy w ogóle żyje.

Żyją za to, i to jeszcze jak pięknie, 85-letni Andrzej Łapicki z 25-letnią Kamilą Mścichowską - i za to im obojgu chwała!