Bookmark and Share

Dyrektywa 287(g), czyli łap imigranta

2009-11-03

Foto: Reuters
Demonstranci próbują zakłócić wystąpienie szeryfa powiatu Maricopa w Arizonie, Joe Arpaio, znanego z gorliwego wdrażania w życie dyrektywy 287(g)

287(g) to kolejny dziwny numer, którego w szybkim tempie musieli się uczyć imigranci, zwłaszcza ci, którzy żyją w USA bez zielonej karty. W odróżnieniu od paragrafu 245(i), który – dopóki nie wygasł kilka lat temu – niósł imigrantom nadzieję, 287(g) może stanowić tylko powód do niepokoju.

Ponad 60 tys. nielegalnych imigrantów deportowanych zostało w zeszłym roku po sprawdzeniu ich statusu przez policję. Istniejąca od 2006 roku dyrektywa 287(g) zakłada możliwość współpracy władz federalnych z lokalnymi przy ściganiu cudzoziemców, którzy popełnili przestępstwa federalne. Dzięki niej lokalne organa ścigania oraz służby więzienne mogą łapać bądź wskazywać nielegalnych imigrantów. 60 tysięcy deportowanych – to największa taka liczba, od kiedy trzy lata temu władze federalne wprowadziły kontrowersyjny program. W sumie w ciągu niemal trzech lat w ramach 287(g) usunięto z USA ponad 135 tysięcy nielegalnych. Niemal 90 proc. spośród z nich stanowili przestępcy znajdujący się w więzieniach, w których przeprowadzono kontrolę statusu imigracyjnego.

Program 287(g) budził ogromne kontrowersje. I budzi nadal, mimo że administracja, a osobiście sekretarz Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Janet Napolitano, poważnie go zrewidowała. Teraz współpraca z władzami federalnymi ma dotyczyć tylko imigrantów przestępców, którzy popełniają morderstwa, gwałty, kradzieże, napady, porwania oraz handlują narkotykami. Te cele nie były wyraźnie określone w poprzednim dokumencie opracowanym jeszcze za prezydenta George'a W. Busha. W założeniu nowe przepisy wykonawcze mają więc wprowadzić jednolite standardy stosowania dyrektywy ustalającej warunki współdziałania władz federalnych i lokalnych.

287(g) w nowym wydaniu budzi poważne zastrzeżenia. Organizacje proimigracyjne krytykują zmiany, bo ich zdaniem nie ukrócą one samowoli lokalnej policji. Twierdzą, że wciąż pozwalają one lokalnym szeryfom i policjantom na wyszukiwanie imigrantów i stawianie im zarzutów w sprawach najdrobniejszych wykroczeń.
Potwierdzeniem tych zarzutów może być działalność szeryfa powiatu Maricopa w Arizonie, Joe Arpaio, gorliwie realizującego dyrektywę 287(g). Arpaio wydał bowiem bezwzględną wojnę nielegalnym imigrantom w swoim powiecie, narażając się na zarzuty dyskryminacji i segregacji rasowej. Władze federalne ograniczyły jego kompetencje do egzekwowania prawa federalnego jedynie do powiatowych więzień. Arpaio zapowiada jednak, że nadal będzie ścigał nielegalnych, korzystając z parasola prawa stanowego. "Jest wbrew moim zasadom pozwolenie nielegalnym na chodzenie spokojnie po ulicach. Oni są kryminalistami" – uważa kontrowersyjny szeryf.

Oprócz gorliwców zacięcie ścigających nielegalnych suchej nitki nie pozostawiają na 287(g) sami policjanci. Komendanci z kilku największych miast zgodnie uważają, że dyrektywa zamiast regulować zasady współpracy lokalnej policji i służb imigracyjnych wprowadziła jeszcze więcej zamieszania. Sami policjanci najwyraźniej nie chcą pytać zatrzymywanych o imigracyjny status i pozostawić to służbom federalnym. Twierdzą, że zwiększone uprawnienia wpływają negatywnie na poczucie bezpieczeństwa – wielu imigrantów w obawie przed sprawdzeniem ich statusu odmawia w ogóle jakiejkolwiek współpracy z lokalnymi organami ścigania. Obie grupy wyrażają zdziwienie, dlaczego Napolitano po prostu nie zamknęła programu, przewidującego współpracę policji z agentami ICE. Jego rozszerzanie jest sprzeczne z reformami proponowanymi przez administrację, takimi jak wprowadzenie kompleksowych zmian w systemie imigracyjnym.

Coraz więcej lokalnych organów ścigania, które wcześniej przyłączyły się do 287(g), teraz zastanawia się więc nad zerwaniem współpracy z władzami federalnymi w sprawie egzekwowania prawa imigracyjnego. Wchodzą tu w grę także problemy finansowe i logistyczne. Dla wielu służb policyjnych wcielenie dyrektywy w życie kosztuje zbyt wiele czasu i pieniędzy.

Nie wszyscy, którzy poprzednio brali udział w programie, kontynuują współpracę. W Massachusetts od 1 października z kontraktu z rządem federalnym w sprawie ścigania nielegalnych zrezygnował m.in. Framingham Police Department. W Teksasie do programu nie przyłączyło się miasto Houston. Także powiat Los Angeles, który realizował dyrektywę 287(g) tylko w więzieniach, ciągle jeszcze prowadzi negocjacje z ICE. Kilka spośród 66 lokalnych agencji zrezygnowało więc ze współpracy z rządem. Departament Bezpieczeństwa Krajowego zapewnia jednak, że ubytek ten został zrekompensowany przez przyłączenie się do 287(g) 13 nowych biur szeryfów oraz policji.

Program znajduje swoich zwolenników także na Kapitolu. 53 republikańskich członków Kongresu, w tym jeden demokrata, pochwalili niedawno w liście do prezydenta 287(g). Ustawodawcy z Kongresu zaapelowali do administracji, aby nie "upolityczniać wysoce efektywnego programu egzekwowania prawa imigracyjnego i publicznego bezpieczeństwa". Twierdzą, że dyrektywa przyczyniła się do deportacji tysięcy nielegalnych wytropionych w więzieniach. "Jednym z najbardziej skutecznych działań, jakie możemy podjąć, aby zapobiec przestępstwom imigrantów, jest przede wszystkim deportowanie ich, zanim wejdą w konflikt z prawem" – przekonywał republikanin Lamar Smith.

Koło się zamyka, bo organizacje proimigracyjne krytykują Departament Bezpieczeństwa Krajowego, ponieważ ich zdaniem nowe przepisy nie ukrócą samowoli lokalnej policji. Z drugiej strony barykady pojawiają się zarzuty o "rozwadnianiu" dotychczasowych reguł. W tej sytuacji najrozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się uregulowanie kwestii relacji między federalnymi służbami imigracyjnymi a lokalnymi organami ścigania w przygotowywanym przez Kongres projekcie kompleksowej reformy imigracyjnej. O ile oczywiście na Kapitolu znajdzie się wystarczająca liczba kongresmanów i senatorów, którzy zechcą taką reformę poprzeć.

OPR. det



Komentarze:

Name: swoj

Date: 2009-11-05 01:21:13

Popieram ten system z absolutna aprobata,jest to dobry sposob,ale sposob,ktory dotyczy jedynie przestepcow.Jest ich tak wiele,ze nie trudno ich wylapac, rzecz w tym,ze duzo latwiej jest lapac tych nie przestepcow . Na takich haczyk znajda i deportacja a przestepcy dalej wolni i kontynuuja przestepczosc.Na tego rodzaju akje nie potrzeba dyrektywe 287(g) ,ani zadnej innej dyrektywy,poprostu sa przestepcy i trzeba ich deportowac.Mysle,ze to jest lenistwo i bardziej niebezpieczna praca a tak te same pieniadze a "easy job.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc