Bookmark and Share

Jak co roku jesienią...

Autor: MAŁGORZATA PTASZYŃSKA
2009-11-17

Małgorzata Ptaszyńska                                                                                                   Foto: Archiwum N.Dz.

Co roku jesienią, gdy opadną już z drzew wszystkie liście, w polonijnym Chicago na nowo rodzi się dyskusja na temat polonijnego patriotyzmu.


Dyskusja ta najczęściej powodowana jest zadumą nad światem i datą 11 listopada.
Speakerzy radiowi zachęcają słuchaczy do dyskusji, prasa publikuje wspomnienia weteranów.
Patriotyzm na emigracji objawia się inaczej. To tu wielu Polonusów zdaje sobie sprawę, skąd przyjechali, tu po raz pierwszy naklejają na zderzak samochodu dwie litery PL i biało-czerwona flagę.


Patriotyzm polonijny to wypadkowa patriotyzmu amerykańskiego, dumnego i radosnego, manifestowanego przy każdej okazji, i patriotyzmu polskiego, nostalgicznego, smutnego, ponoszącego często ofiarę najwyższą.
W Chicago jesteśmy dumni, że pochodzimy z Polski, z radością wspominamy bohaterów obojga narodów Pułaskiego i Kościuszkę. O Wałęsie, wymienianego często przez Amerykanów, nie umiemy mówić bez uszczypliwości.


Wysyłamy dzieci do polskich szkół sobotnich z nadzieją, że to załatwi sprawę języka i historii Polski. Nie zdając sobie często sprawy, że uczniowie polską rzeczywistość poznają w tej szkole na podstawie “Anielki” Bolesława Prusa i “Naszej szkapy” Marii Konopnickiej.
Niedawno zadzwoniła do mnie zadziwiona koleżanka, której córka oświadczyła: “Mamo, mówmy na ulicy po angielsku”.


W Chicago mamy patriotów lepszych i gorszych. Tych, którzy naprawdę kochają Polskę, i takich, co tylko tak mówią. Wielu ludzi żąda sprawiedliwości dziejowej, ukarania tych wszystkich, którzy nie kochali, którzy współpracowali. Ostatnio w Chicago padały nazwiska zmarłych, których teczki istnieją w polskim IPN-ie, o żywych nikt nie wspominał. Nie umiał albo nie chciał. Gdzie tu sens? Patrioci lepsi mają czasem żal, że za mało czasu poświęca się historii, zaprasza się do Chicago polityków uchodzących za liberalnych.
W Chicago mamy tzw. Polonię starą i tzw. Polonię nową. Mamy Polonię solidarnościową i postsolidarnościową, Polonię zaangażowaną i niezaangażowaną. Linie podziałów, choć silnie manifestowane, są dosyć płynne.


Co roku jesienią, gdy opadną już z drzew liście, myślę o Polakach w Ameryce, patriotach dnia codziennego, którzy myślą po polsku, sny mają polskie, polskie domy i polskie żony. Każdy z nich dokłada codziennie, bezwiednie małą cegiełkę do wielkiego muru o nazwie stereotyp Polaka w Ameryce, z którym czasem sam rozpaczliwie walczy.



Komentarze:

Name: malva

Date: 2009-11-17 19:36:51

sny maja polskie, polskie domy.... i dobrze, wazne jest azeby miec swoja tozsamosc, cegielke do muru o nazwie stereotyp polaka.... to sa pani kompleksy, my jako polonia dokladamy kolejna cegielke do muralu ktory opowiada o tym kraju,jeszcze raz powtazam ,to sa pani kompleksy i prosze nie uogolniac, ja osobiscie jestem polka, mam meza polaka prowadze polski dom, z synem (studentem medycyny ) tylko rozmawiamy po polsku, moj dom jest pelen zarowno polakow jak i tez amerykanow, wspolpracuje zarowno z polakami jak i tez amerykanami, ktorzy wiedza ze jestem polka i tak, dokladam cegielke ja i moi najblizsi .... ale nie do muru o sterotypie,,, to raczej robota pani i pani podobnych zakompleksionych.....

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc