Choć otoczenie prezydenta usiłuje robić dobrą minę do złej gry, wizyty Baracka Obamy w Chinach nie zwieńczyły znaczące sukcesy.
Już przed podróżą do Państwa Środka wiadomo było, że trudno będzie zatrzeć różnice w polityce obydwu krajów. Inaczej niż ekipom poprzedników Obamy, obecnej administracji nie udało się wynegocjować większych ustępstw, zanim jeszcze amerykański prezydent postawił nogę w Pekinie. Władze ChRL nie zdobyły się nawet wobec wyczulonego na problem praw człowieka Waszyngtonu na tak symboliczny gest, jak zwolnienie z więzienia choćby jednego dysydenta.
Niewiele dobrego przyniosła strategia cichej dyplomacji. Na niczym spełzły nadzieje, że pojednawczy styl Obamy i rezygnacja z głośnego wytykania Chinom niedemokratycznych rządów umożliwi porozumienie w ważnych sprawach dla Ameryki i świata. Chociaż prezydent Hu Jintao ani myśli wyrzec się dobrodziejstw gospodarki wolnorynkowej, wbrew optymistycznym oczekiwaniom, nie dopuszcza do liberalizacji systemu i adaptowania demokracji w zachodnim stylu. Nie pozwala, aby cokolwiek wymknęło mu się spod kontroli. Stąd staranny dobór uczestników rzekomo otwartych spotkań z amerykańskim gościem i wyreżyserowane konferencje prasowe bez pytań i ogólnokrajowej transmisji telewizyjnej.
Obama nie zdołał zbyt wiele wynegocjować za Wielkim Murem. Udało mu się zachęcić gospodarzy, by wraz z Ameryką ograniczyli emisję gazów cieplarnianych, i w ten sposób zwiększyć szansę na powodzenie negocjacji na zbliżającym się szczycie klimatycznym w Kopenhadze. Obama twierdzi też, że Chiny przystały na wznowienie rozmów sześciostronnych w sprawie powstrzymanie zapędów Korei Północnej do rozwijania programu nuklearnego. Nie potrafił jednak zjednać Pekinu, by wyraził zgodę na sankcje wobec mającego podobne ambicje Iranu. Chińczycy, poprzestając na ogólnikowych stwierdzeniach o pragnieniu przezwyciężenia na świecie recesji i zapewnienia równowagi handlowej, nie zobowiązali się jednak do wyrównania dysproporcji. Nie zadeklarowali też jednoznacznie woli zaniżenia jena, co ułatwia im eksport towarów, ale utrudnia to ich partnerom, i w konsekwencji osłabia wysiłki w celu przełamania globalnego kryzysu gospodarczego. Hu odpierał argumenty krytyką, że Amerykanie nie chcą się wyrzec protekcjonizmu, nawiązując do ceł odwetowych USA na import chińskich opon i rur stalowych.
Na prezydencie ChRL niewielkie wrażenie zrobiły uwagi Obamy o naruszaniu praw człowieka, prześladowaniach mniejszości czy też zapalnej sytuacji w Tybecie. Skwitował je stwierdzeniem, że obydwa kraje się różnią.
Wizyta w Pekinie spotka się najpewniej z ostrą krytyką, zwłaszcza oponentów politycznych Obamy. Nie można jednak zapomnieć, że świat się zmienia. Ameryka jest osłabiona, a Chiny coraz silniejsze. Dość przypomnieć, że zadłużenie USA wobec ChRL przekracza bilion dolarów.
| Komentarze: | |
Name: Niezalezny | Date: 2009-11-21 14:44:03 |
Kiedys, zaraz po drugiej wojnie, USA-Prez. Roosevelt i Truman sprzedali Chiny i Korea Polnocna komunistom. Prez. Nixon otworzyl droge do Chin. Chiny dorobily sie "dobrobytu" na Ameryce. Teraz pozyczaja nam pieniadze i dlatego USA ma zadluzenie ponad 12 trillionow. Jak wejdzie w zycie to co Prez. Obama chce wprowadzic to te zadluzenie wsrosnie do ponad 105 trillionow. Ciekawe kto i jak bedzie to zplacal wlasnie Chinczokom? | |