Po wieloletnim odkładaniu prac nad reformą imigracyjną znowu odżyła nadzieja na uregulowanie statusu kilkunastu milionów ludzi osiadłych w Ameryce bez ważnych dokumentów.
Jakkolwiek ostatnia wypowiedź szefowej Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS), zapowiadającej debatę nad drażliwym tematem, brzmi optymistycznie, nie należy się łudzić, że wszystko pójdzie jak z płatka.
Janet Napolitano wyraziła przekonanie, że Kongres zatwierdzi reformę jeszcze przed następnymi wyborami, czyli za niespełna rok. Swój optymizm uzasadniała postępem w uszczelnianiu granic. Ma to rozproszyć niepozbawiony podstaw niepokój, że zezwolenie nielegalnym na pozostanie w Stanach Zjednoczonych może zachęcić jeszcze większą falę amatorów amerykańskiego raju na przekraczanie w przyszłości zielonej granicy. Tym bardziej że, choć bezpieczniejsza, wciąż ma szczeliny.
Wiele antyimigracyjnych ugrupowań przeciwstawia się reformie ze względów ideologicznych, inni utożsamiają ją z nagrodą za łamanie prawa, jeszcze inni zatrwożeni są perspektywą odbierania przez cudzoziemców Amerykanom miejsc pracy.
Napolitano powtarzała zapewnienia o zobowiązaniu osób ubiegających się o stały pobyt do zarejestrowania się w DHS, zapłacenia zaległych podatków wraz z odsetkami, zbadaniu, czy nie mają przestępczej przeszłości, a także sprawdzeniu poziomu znajomości języka angielskiego. Nie wiadomo dokładnie, jakie ustalić kryteria i wcielić plany w życie. Niezależnie od tego nie sposób wykluczyć, że przedstawione warunki nie usatysfakcjonują wielu przeciwników imigrantów, także na Kapitolu, którzy wytoczą znów z pewnością oskarżenia, że administracja prezydenta Baracka Obamy szykuje amnestię, z której mogą skorzystać także groźni przestępcy.
Wymóg rejestracji mógłby co prawda uśmierzyć lęk przed tym, że pośród – jak się szacuje – około 12 milionów nielegalnych mogą być także zagrażający bezpieczeństwu kraju terroryści i inni kryminaliści. Wobec bezrobocia przekraczającego obecnie 10 procent o wiele trudniej będzie zbić argumenty o zabieraniu pracy. Rozbrzmiewają one tym bardziej złowieszczo, że mimo deklarowanej oficjalnie poprawy gospodarczej, kłopoty z zatrudnieniem pozostaną jeszcze prawdopodobnie przez dłuższy czas zapalnym problemem.
Już teraz słychać zarzuty, że w ofercie szefowej Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego zabrakło wymogu, by wszyscy ci, którzy chcieliby zalegalizować swój status, zgodzili się najpierw opuścić USA i dopiero z zagranicy podjąć starania o zielone karty. Jest jednak mało prawdopodobne, że rozwiązałoby to sprawę. Z jednej bowiem strony umożliwiłoby zapobieżenie powrotowi niechcianych. Z drugiej jednak mogłoby powstrzymać tysiące, a może nawet miliony nielegalnych nieufających władzom przed ujawnieniem się w obawie, że wyjazd to zastawiona na nich pułapka.
| Komentarze: | |
Name: Niezalezny | Date: 2009-11-21 14:50:49 |
Ciekawe ile stron bedzie miala reforma imigracyjna? Reforma zdrowia ma ponada 2 tysiace stron i przechodzi bardzo trudno. W kongresie tylko piecioma glosami. Ciekawe czy przejdzie w Senacie? Czy tez "umrze" tak jak reforma imigracyjna zmarla nie dawno. To moze i teraz sie nawet nie narodzi? | |