Podróży prezydenta Obamy do państw dalekiej Azji towarzyszy frustracja i przygnębienie.
Z komentarzy przebija przekonanie, iż oto prezydent niedawno jeszcze potężnych Stanów Zjednoczonych udaje się niemal w charakterze petenta, zwłaszcza wobec Chin, które są największym wierzycielem Ameryki. W Singapurze, gdzie przed wizytą w Pekinie weźmie udział w szczycie państw azjatyckich, spotka się, między innymi, z przywódcami Indii, kolejnego rosnącego giganta kontynentu i świata. Przy nich, jak i przy innych niesamowicie pracowitych i wydajnych społeczeństwach, USA przedstawiają się doprawdy mizernie.
Ale tylko na pozór. Minorowe nastroje sprzyjają snuciu pesymistycznych wizji o upadku Ameryki, który już się rzekomo dokonuje, i zastępujących ją w roli mocarstwa światowego Chin, Indii, albo nawet Indonezji. Wprawdzie wróżby na przyszłość są ryzykowne, ale nie wydaje się, aby zmierzch USA nastąpił szybko. Tym bardziej że w przeszłości już tyle razy obwieszczano koniec Stanów Zjednoczonych, że powinniśmy już być uodpornieni na tego typu proroctwa.
Na przełomie lat 50. i 60. frustracja z powodu zaawansowanego (w porównaniu z USA) programu kosmicznego Związku Sowieckiego znalazła ujście w dogłębnym przekonaniu, że jednak komunizm jest systemem lepszym i właśnie wyprzedza twierdzę kapitalizmu, Amerykę, która chylić się będzie ku upadkowi.
Wczesne lata 80. i ponowna frustracja USA z powodu porażki w Wietnamie, poniżeniu w Iranie, zapaści gospodarczej przełomu dziesięcioleci to ponowny wzrost pesymizmu, zwłaszcza w obliczu błyskawicznie rozwijającej się i ekonomicznie podbijającej świat (z USA włącznie) Japonią. Przeświadczenia, iż to państwo staje się światowym przywódcą, a Ameryka z przestarzałym przemysłem i organizacją pracy zostaje w tyle, były powszechne.
Koniec lat 80., kiedy Japonia pogrążyła się w ponaddziesięcioletnim (jak się później okazało dokuczliwym) kryzysie, wróżono o upadku Ameryki z jej potęgi właśnie. USA miało być imperium (jak starożytny Rzym), które przeciągnęło strunę i wydatki na zbrojenia (zalecane przez prezydenta Reagana) kruszą jej podstawy. Tymczasem to ZSRR wkrótce nie wytrzymał wyścigu zbrojeń i rozpadł się, zaś Ameryka prosperowała dalej.
Dziś mówi się, iż potężny deficyt, zadłużenie m.in. w Chinach, zapaść gospodarcza i zaangażowanie w Afganistanie osłabiły Amerykę, zaś na kryzysie najwięcej skorzystał Pekin, dziś największa potęga przemysłowa, jutro – militarna. Tymczasem Chiny są o epokę historyczną w tyle za Ameryką, w rozwoju kapitalizmu dopiero i stanowią prawie wyłącznie dla Zachodu zagłębie taniej pracy. Jeśli to się skończy, to i prosperity Chin dobiegnie końca.
USA mają niezwykłą witalność, dzięki systemowi politycznemu, demokracji i wolności, zawsze pełne inwencji, inicjatyw pozwalających wyjść z kłopotów.
| Komentarze: | |
Name: aneczka | Date: 2009-11-14 23:04:09 |
...temat trudny, a jakze plastycznie, realistycznie namalowany... prawdziwa perelka | |
Name: Niezalezny | Date: 2009-11-15 13:23:33 |
Ameryka "upada" bo pewna "elita" co rzadzi w USA chce tez rzadzic swiatem. Naprzod trzeba doprowadzic do tzw. "rownosci" zeby mozna bylo rzadzic narodem i swiatem jak tylko zostana "owce" bez pasterza. Czasy George Orwell z ksiazki "1984" i "Animal Farm" juz sa bardzo wyrasne wlasnie dzisiaj.Globalizm jest tego dowodem. | |