We wtorek, 3 listopada, odbędą się w USA ważne wybory. Warto znaleźć kilka minut i odwiedzić lokal wyborczy. Mimo że nie wybieramy w tym roku ani prezydenta, ani członków Kongresu, bierność polskiej grupy etnicznej zostanie zauważona przez polityków i jeszcze bardziej osłabi nasze wpływy polityczne w USA.
Tegoroczne wybory mają lokalny charakter. Najpilniej śledzone będą decyzje podejmowane przez elektoraty w New Jersey, Wirginii i w Nowym Jorku. Na szczeblu stanowym będziemy m.in. decydować o stanowisku gubernatora New Jersey. W wielu miejscowościach odbywać się będą także wybory na szczeblu lokalnym – w najważniejszym wyścigu urzędujący burmistrz Michael Bloomberg rywalizować będzie z kontrolerem Williamem Thompsonem o możliwość urzędowania w ratuszu przez kolejne cztery lata. Tutaj wynik wydaje się przesądzony – burmistrz Bloomberg ma za sobą 8 lat sprawnego zarządzania miastem i dysponował praktycznie nieograniczoną ilością własnych środków podczas kampanii wyborczej. Dużo ciekawiej wygląda wyścig w New Jersey, gdzie gubernator Jon Corzine może przegrać z republikaninem Christopherem Christie.
Fala polskich imigrantów, która przybyła do USA w latach 90., masowo starała się w ostatnich latach o obywatelstwo kraju osiedlenia. Niestety często jedyną konsekwencją złożenia przysięgi obywatelskiej na wierność Stanom Zjednoczonym jest posiadanie w szufladzie niebieskiego paszportu z napisem United States of America.
Wielu imigrantów z Polski nie jest w ogóle zainteresowanych udziałem w procesie wyborczym. Wynika to często z niezrozumienia mechanizmów, jakie rządzą amerykańskim systemem politycznym. Koncepcja prawyborów jest obca wielu Europejczykom, bo na Starym Kontynencie decydują o tym najczęściej władze ugrupowań politycznych. Konieczność wypełnienia, prostego przecież, formularza rejestracyjnego staje się w wielu przypadkach przeszkodą nie do pokonania. I tak, mimo posiadania przez coraz większą rzeszę imigrantów podwójnego obywatelstwa, często większe emocje wzbudzają wybory odbywające się w Polsce niż kluczowe głosowania w USA. O jakości naszego codziennego życia często decydują w dużym stopniu władze lokalne. To właśnie na tym szczeblu głosy polskiej grupy etnicznej mogą wywrzeć największy wpływ. Często bowiem na poziomie lokalnym o zwycięstwie wyborczym potrafi zdecydować nawet kilkadziesiąt czy kilkaset głosów. Na szczeblu lokalnym – mieszkańcy Greenpointu, Boro Parku, Ridgewood czy miasteczek w New Jersey, zamieszkanych przez Polaków, mają przecież możliwość wpływania na decyzje, które ich dotyczą.
Powinniśmy robić wszystko, aby namówić Polaków mieszkających w USA do głosowania. Z braku polskich kandydatów na wybieralne urzędy trzeba przekonywać kandydatów, że mają szansę wygrać dzięki naszym głosom. Jeśli 3 listopada znów nie pójdziemy do lokali wyborczych, pozostaną nam jedynie narzekania na polityczną słabość Polonii.