Niemal nie ma dnia, aby agencje nie informowały o potężnych zamachach terrorystycznych w Afganistanie czy w Pakistanie.
Wojna, którą Stany Zjednoczone rozpoczęły pod koniec 2001 r. tylko dlatego, by wykorzenić stamtąd przestępczy rząd talibów, jakby nie przynosiła rezultatów. Przeciwnie – wzbiera na sile, przelała się obecnie na Pakistan i według znawców problematyki – grozi talibanizacją całego regionu. Zagrożonymi bezpośrednio państwami są zwłaszcza byłe republiki sowieckie: Tadżykistan, Uzbekistan, Kazachstan i Turkmenistan, a także Indie mające ogromną populację muzułmańską oraz zadawniony konflikt z Pakistanem.
Jest to region w stanie wrzenia, przypominający tylko przez zapalny charakter skomplikowanej sytuacji wewnętrznej osławiony "kocioł bałkański" z początku XX wieku, który ostatecznie doprowadził do wybuchu pierwszej wojny.
Analogia odległa, ale wskazuje na rozmiar zagrożenia dla świata: konflikt na gigantyczną skalę rodzi się właśnie w Azji. Jeśli dojdzie do wielkiego wybuchu, będzie to trzecia wojna światowa, której skala przyćmi dwie poprzednie, z których społeczność międzynarodowa jeszcze się nie otrząsnęła.
W obecnie prowadzonych działaniach zbrojnych NATO (głównie jednak USA) idzie o wielką stawkę. Zachód jakby nie uświadamiał sobie i powagi sytuacji, i stopnia zagrożenia. Niestety, znowu nasuwają się analogie z latami poprzedzającymi poprzednie wojny w Europie, kiedy także lekceważono niebezpieczeństwo i absolutnie nie chciano się angażować w sprawy narodów zepchniętych na margines Zachodu, o których problemach mało wiedziano, a ich pogwałcone żywotne interesy nie dbano. Postawa ta zemściła się bardzo dotkliwie i Zachód znajduje się w przededniu podobnej kary za butę zaniedbania.
Generalna postawa sojuszników USA w NATO to zakończyć jak najszybciej tę wojnę, region porzucić i zostawić własnemu losowi jako niereformowalny. Jest to recepta na katastrofę. Bliski i Środkowy Wschód jest regionem budzenia się ruchów społecznych w reakcji na pogłębiającą się biedę, brak perspektyw, niesłychany nepotyzm i korupcję władz, a zarazem rodzącego się poczucia niesprawiedliwości i krzywdy. Kolejne części świata przechodziły ten proces. Teraz pora na Azję.
Konfliktu zbrojnego z ugrupowaniami terrorystycznymi naturalnie zakończyć nie wolno. Należy nawet wzmocnić zachodnią obecność wojskową w Afganistanie, a także angażować w miarę możliwości lokalne siły zbrojne. Armia pakistańska dopiero od niedawna przystąpiła do rozprawy z talibami.
Jednocześnie, wywierać nacisk na demokratyzację archaicznych, plemiennych niekiedy, a zawsze skorumpowanych rządów.
Po trzecie, konieczna jest inicjatywa (np. G20) wielkich inwestycji w regionie: praca, wykształcenie stworzą perspektywy dla ludzi inne niż wojna.