Wokół przyszłorocznego spisu powszechnego pojawiło się mnóstwo kontrowersji. Znów wypłynęła sprawa nielegalnych imigrantów; z kolei Polacy i inne grupy etniczne protestują, że spis nie pozwoli na dokładne policzenie grup etnicznych mieszkających w USA.
Argumenty Polonii mają swoje uzasadnienie. Spis jest doskonałą okazją, aby policzyć ludzi w USA przyznających się do polskiego pochodzenia. Census Bureau zaczął już jednak drukować formularze spisowe i niewielkie są szanse na jakiekolwiek zmiany. Pozostały więc półśrodki, takie jak dopisywanie słowa "Polish" przy odpowiedzi na pytania o przynależność rasową. W sprawie pełnej oceny naszej liczebności będziemy musieli polegać na wynikach losowych ankiet rozsyłanych przez Census Bureau między dużymi spisami.
Dużo więcej niepokoju wzbudzają ostatnie inicjatywy, które pojawiły się w Kongresie. Senator Bob Bennett i kongresman Jason Chaffetz (obaj republikanie) zgłosili oddzielne projekty ustaw domagając się uzupełnia formularzy spisowych o pytanie o status imigracyjny. Argumentują to tym, że niektóre regiony USA mogą otrzymać większą reprezentację w Kongresie i większą pomoc federalną tylko dlatego, że zamieszkuje je duża liczba nielegalnych imigrantów. Propozycje mają stosunkowo niewielkie szanse na realizację, choćby ze względów konstytucyjnych, ale stanowią dość niebezpieczny precedens. Powróciły bowiem obawy, że dane spisowe zostaną wykorzystane przez inne agencje rządowe. Upolitycznianie spisu odstraszy imigrantów (nie tylko nielegalnych) i doprowadzi do tego, że podczas "liczenia głów" pominięte zostaną setki tysięcy ludzi. Już teraz wiadomo z analiz Census Bureau, że frekwencja w przyszłorocznym spisie będzie bowiem gorsza niż 10 lat temu. Rachmistrze spisowi będą musieli odwiedzić około 47 mln adresów i nie wszędzie będą mile przyjmowani.
Warto w tym miejscu przypomnieć o konstytucyjnym celu przyświecającym spisowi powszechnemu, jakim jest jak najdokładniejsze policzenie ludzi zamieszkujących Stany Zjednoczone. I tak powinno pozostać. Jakiekolwiek próby politycznego manipulowania spisem mogą przynieść fatalne efekty. Wobec spisu i tak istnieje wiele nieufności, i to nie tylko ze strony nielegalnych imigrantów, ale także i zwykłych obywateli, którzy najzwyczajniej w świecie nie lubią rządu. Dokładne policzenie ludzi jest bardzo ważne nie tylko z powodu wyznaczania okręgów wyborczych czy przydziału przez Kongres środków budżetowych. Brak dokładnych danych o populacji może mieć katastrofalne skutki w przypadku klęsk żywiołowych – huraganów, pożarów, powodzi czy trzęsień ziemi. Przysłanie niewystarczającej pomocy dla ofiar tragedii może okazać się fatalnym skutkiem ubocznym spisowej awantury.