Sprawa reformy imigracyjnej nadal pozostaje w cieniu innej, ważniejszej dla Amerykanów, reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Została zepchnięta na dalszy plan w kalendarzu legislacyjnym. Do tego stopnia, że nie wiadomo, iż w ogóle stanie się przedmiotem obrad.
Nie zapomnieli o niej sami imigranci. W ciągu ostatnich kilku dni przez Stany Zjednoczone przetoczyły się demonstracje. Na stopniach Kapitolu kongresman Luis V. Gutierrez przedstawił swój projekt ustawy, którą zamierza zgłosić w Kongresie. To kolejny mały krok do przodu. Ci wszyscy, którzy czekają na reformę i legalizację nadal jednak muszą się uzbroić w cierpliwość. Projekt Gutierreza, nawet jeśli wpłynie do Izby Reprezentantów, najprawdopodobniej nie będzie pierwszymi, jaki rozpatrywać będzie Kongres. Jego deklaracje wciąż są mgliste.
O kształcie przyszłej reformy wiemy już jednak sporo. W odróżnieniu od ustawy sprzed prawie ćwierćwiecza będzie ona obwarowana wieloma restrykcjami. Jej ostateczny kształt decydować się będzie nie w Izbie Reprezentantów, a w Senacie, bo przewodnicząca izby niższej Nancy Pelosi uważa, że inicjatywa w tej sprawie powinna należeć do izby wyższej. Tam podstawą do dyskusji będzie najprawdopodobniej nieistniejący jeszcze projekt senatora z Nowego Jorku Chucka Schumera. Przewodniczący podkomisji ds. imigracji ogłosił siedem głównych pryncypiów reformy, przewidując ograniczenie przyszłej nielegalnej imigracji, wzmocnienie kontroli granic i dalsze inwestycje w infrastrukturę, technologię i personel pracujący na granicach. Schumer opowiada się też za stworzeniem systemu weryfikacji prawa do zatrudnienia opartego na danych biometrycznych i współpracuje w tej sprawie z senator Lindsey Graham, republikanką z Karoliny Południowej.
Reforma imigracyjna także dotyczy Polaków. Świadczą o tym chociażby dyskusje na intrenetowych stronach "Nowego Dziennika". Każda informacja związana z planami "amnestii" cieszy się dużym zainteresowaniem. Tak jak i wszędzie, także i w polonijnym środowisku towarzyszy jej wiele emocji. Na internetowych stronach naszej gazety toczy się od wielu miesięcy gorąca dyskusja między przeciwnikami i zwolennikami tzw. amnestii.
Ilu Polaków pozostaje nielegalnie w USA – nie wie nawet urząd imigracyjny. Musi być to spora ilość, skoro liczba wejść na wiadomości i fora internetowe poświęcone kwestiom imigracyjnym mierzona jest w tysiącach. A przecież nie wszyscy "nieudokumentowani" Polacy posiadają codzienny dostęp do internetu.
Reformie imigracyjnej zawierającej klauzulę o możliwości legalizacji pobytu w USA należy więc kibicować, bo wyprostuje ona drogi życiowe wielu naszym rodakom. I przypominać o konieczności jej przegłosowania naszym reprezentantom w Kongresie.