Bookmark and Share

Na medycynę, stomatologię i farmację do Poznania

Autor: Andrzej Dobrowolski
2009-09-21

Od lewej: Stanisław Wiktor, twórca angielskiego programu nauczania w pozańskiej szkole medycznej, prodziekan Wydziału Stomatologii Beata Czarnecka, Malina Stadnik wydawca "Nowego Dziennika" oraz absolwentka szkoły Oliena McNiscol.       Foto: Aleksandra Słabisz

Gdybym miała jeszcze raz studiować medycynę, wybrałabym prawdopodobnie Poznań – mówi niedawna absolwentka programu dla cudzoziemców prowadzonego po angielsku dr Oliena McNiscol.


Dr McNiscol urodziła się na Ukrainie, ale od lat mieszkała w Kanadzie. Dowiedziała się o studiach w Polsce od swojej przyjaciółki, która zaczęła tam edukację trzy lata wcześniej. Jest jedną z ostatnich absolwentek Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.
Program dla obcokrajowców powstał przed 18 laty. Uczelnia nazywała się jeszcze wówczas Akademią Medyczną.


WYSOKIE WYMAGANIA WSTĘPNE
"Jest to teraz duża instytucja – zapewnia jej założyciel prof. Stanisław Wiktor, który wcześniej wykładał na Mercy College. Początki były jednak skromne.
"Zaczynaliśmy od 14 studentów zagranicznych, teraz przyjmujemy co roku 200, a chętnych jest o wiele więcej. W sumie na anglojęzycznych programach kształci się 1000 studentów".
Kandydaci, którzy mają tzw. przedmedyczne studia, mogą ukończyć w Poznaniu medycynę w ciągu czterech lat. Absolwenci szkół średnich muszą się uczyć przez sześć lat. Jak informuje prof. Wiktor, poznańska uczelnia kształci także na pięcioletnich studiach dentystów, a na sześcioletnich – doktorów farmacji.
"Koncentrujemy się na jakości, a nie ilości. Takie jest moje podejście do sprawy" – przekonuje prodziekan Wydziału Stomatologicznego prof. Beata Czarnecka.
Uniwersytet Medyczny w Poznaniu cieszy się opinią najlepszej uczelni tego typu w Polsce. 70 proc. kończy studia w terminie. Anglojęzyczne studia podejmuje teraz rokrocznie 200 młodych ludzi m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Chin, Tajwanu Australii, Norwegii, Wielkiej Brytanii , Nigerii Ghany. Trzecia cześć studentów ma polskie pochodzenie. Wykładowcami są głównie pracownicy poznańskiej uczelni. Większość z nich ma jednak za sobą od kilkumiesięcznych do kilkuletnich stypendiów, staży lub wykładów na uczelniach zagranicznych, najczęściej w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
"Polscy wykładowcy – mówi prof. Wiktor – pod względem naukowym są dużo lepiej przygotowani do pracy pedagogicznej aniżeli Amerykanie". Podczas gdy w Ameryce – uzasadnia – aby zostać wykładowcą wystarczy ukończenie studiów z dyplomem MD, w Polsce trzeba mieć jeszcze doktorat i habilitację.
"Przyjmujemy studentów z całego świata, jeśli spełniają nasze kryteria – wyjaśnia dr Czarnecka. – Podczas rozmów kwalifikacyjnych chcemy się przekonać, czy są ludźmi dojrzałymi, czy wybór medycyny jest ich decyzją, czy też wynika z nacisków rodziny, czy możemy przewidzieć, że będą w przyszłości odpowiedzialnymi lekarzami. Chcemy się dowiedzieć, czy zachęca ich do studiów tylko wysoki status lekarza w społeczeństwie, czy też gotowi są przyjąć na siebie ciężar ciężkiej pracy i poważnej odpowiedzialności. Szukam także kandydatów mających zdolności komunikowania się z innymi. To są właśnie cechy, jakich ja szukam u kandydatów".
Poznańska uczelnia przyjmuje ok. 50 proc. zgłaszających się osób, nie licząc tych, którzy odpadają już na etapie przeglądania nadesłanych dokumentów. Według prof. Wiktora uczelnia ma wysokie wymagania. Jeśli ktoś nie zda dwóch egzaminów, odpada z programu. Dr McNiscol ocenia studia poznańskie jako bardzo trudne, ale sprawiające dużo satysfakcji.
Podania o przyjęcie na Uniwersytet Medyczny w Poznaniu należy składać do 30 maja, a ostatnia rozmowa kwalifikacyjna odbywa się pod koniec czerwca lub na początku lipca. Najstarszym, mocno już zakorzenionym programem dla zagranicznych studentów jest tam medycyna. Program stomatologiczny istnieje od ośmiu lat, farmakologiczny od trzech, a uczelnia inicjuje także naukę fizjoterapii.
Prof. Czarnecka zapewnia, że uczelnia ma ambicje wzmocnienia i ułatwienia życia studentom, którzy wybrali naukę na stosunkowo nowym wydziale, czyli stomatologii.


POZNAŃSKIE STUDIA KRÓTSZE I TAŃSZE
Pani prodziekan przyleciała w sierpniu do USA, aby zbadać możliwości uznania tutaj studiów polskich. Jak tłumaczy, nauka w Poznaniu odbywa się bowiem w tej chwili według pięcioletniego programu obowiązującego w Unii Europejskiej. Studenci mają prawo wykonywania zawodu w Europie. Aby jednak otrzymać licencję i praktykować także w Ameryce, muszą się tutaj dostać na stomatologię, co uzależnione jest od tego, jakie wyniki uzyskają podczas obu części tzw. National Board Dental Egzamination (NBDE) i uczyć się jeszcze dodatkowo przez dwa lata, za co się sporo płaci.
Według statystyk dentyści zarabiają w USA więcej niż lekarze medycyny. Na amerykański rynek stomatologiczny – twierdzą przedstawiciele poznańskiej uczelni – nie wpuszcza się ludzi niemających tutejszego wykształcenia.
Prof. Czarnecka przypomina, że zasady prawne przyznawania licencji stomatologom w USA uzależnione są od stanu, a także od specjalizacji. Także zresztą po ukończeni polskiej uczelni dostaje się dyplom, ale nie uprawnienia on automatycznie do wykonywania w Europie, w tym w Polsce, zawodu. Niezbędny jest do tego roczny staż (rezydentura) oraz zdanie lekarsko-dentystycznego egzaminu państwowego, który – według pani prodziekan – jest właściwie ekwiwalentem części drugiej amerykańskiego NBDE. Upoważnia to do ubiegania się o licencję w Polsce. Zdarzają się też przypadki, że zagraniczni studenci, zwłaszcza posiadający podwójne, w tym polskie obywatelstwo, nie wracają do swych krajów i decydują się zostać w Polsce.
Mimo komplikacji, wiele osób z tej strony oceanu decyduje się na studia stomatologiczne w Polsce także ze względów finansowych. Na stomatologii można się kształcić w Poznaniu już po ukończeniu szkoły średniej. Czesne kosztuje obecnie 13 tysięcy rocznie (w sumie z kosztami utrzymania 24 tysiące dolarów), podczas gdy w USA najpierw trzeba ukończyć college. Nawet, jeśli by po polskich studiach praktykować po tej stronie oceanu, trzeba uzupełnić wykształcenie o dwa lata stomatologii na amerykańskiej uczelni. Studiowanie w Poznaniu skraca czas. Nauka trwa w sumie siedem lat, a nie osiem.
Prof. Wiktor ujawnia, że oprócz dwuletniej dodatkowej nauki są jeszcze inne możliwości uzyskania amerykańskiej licencji po studiach w Poznaniu. W Nowym Jorku NYU oferuje w tym celu specjalny kurs. Jest on jednak drogi. W niektórych stanach, np. w Ohio, nie trzeba natomiast koniecznie uzupełniać studiów. Wystarczy pracować w klinice i po dwóch latach praktyki otrzymuje się licencję uprawniającą do wykonywania zawodu dentysty. Jeśli zaś ukończy się w Polsce studia oraz organizowany przez Izbę Lekarską staż, można się starać w Ameryce o pozycję wykładowcy na uczelni stomatologicznej, po czym także po dwuletnich wykładach nabywa się prawa do wykonywania zawodu lekarza dentysty.
Poznań oferuje także pomaturalny sześcioletni program anglojęzyczny na farmacji. Jak zaręcza prof. Wiktor, jest bardzo atrakcyjny i przynajmniej o połowę tańszy niż na amerykańskich uczelniach. Absolwenci nie otrzymują stopnia magistra, lecz zawodowy tytuł doktora farmacji. Do pracy w USA w przemyśle można iść bezpośrednio po studiach. Zatrudnienie w aptekach wymaga dodatkowo półtora roku stażu. Podobny obowiązek spoczywa zresztą na amerykańskich studentach.
Zdaniem założyciela poznańskich studiów dla słuchaczy zagranicznych Uniwersytet Medyczny proponuje to, czego nie ma w innych podobnych polskich uczelniach. Oferuje specjalny kurs opracowywany na podstawie egzaminów pierwszego i drugiego stopnia (shell examms) przeprowadzanych w Ameryce w minionych latach. Lepiej przygotowuje on aniżeli kursy Kaplana, a ponadto pozwala zaoszczędzić ok. 10 tysięcy dolarów. Egzaminy obowiązujące amerykańskich lekarzy medycyny można zdawać w USA lub w Niemczech, stomatologów w USA lub w Kanadzie, a farmaceutów tylko w USA.
Kandydaci ze Stanów Zjednoczonych mogą dostać na studia w Poznaniu gwarantowane przez amerykański Departament Edukacji pożyczki federalne na wszystkie programy. Każdy ma też możliwość uzyskania pożyczek komercjalnych. Nie zdarzyło się jeszcze, aby którykolwiek z naszych słuchaczy nie spłacał pożyczki – podkreśla prof. Wiktor.


MIĘDZYNARODOWE ŚRODOWISKO STUDENCKIE
Zagraniczni studenci mogą mieszkać w Poznaniu w akademikach w bliskiej odległości od sal wykładowych i innych zajęć. Dwupokojowe pokoje wyposażone są w łazienki i toalety. Po drugim roku, jeśli są miejsca, można się też starać o akademik, ale jeśli nie, trzeba sobie samemu wynająć mieszkanie. Cześć studentów woli to zresztą zrobić od razu.
W przypadku, jeśli mieszkanie wynajmuje dwóch studentów – mówi prof. Wiktor – koszty są na ogół niższe niż opłata za akademik. Jak dodaje prof. Czarnecka, uczelnia inwestuje w budowę nowego akademika, w którym ma być także stołówka, bar czy też klub.
Na poznańskiej uczelni samorządy studentów mają specjalny program pomocy dla kształcących się zagranicznych słuchaczy, a także ułatwiają rozwiązywanie sytuacji konfliktowych. Pojawiają się niekiedy opinie o niedostatek integracji z polskimi kolegami. Kontakty są w istocie niewielkie i niektórzy studenci chcieliby większej integracji środowiskowej w obrębie uczelni. Jest to dosyć złożony problem. Zgodnie z tradycją, polscy studenci przychodzą na zajęcia, zaliczenia i egzaminy, a czas prywatny wolą na ogół spędzać z dala od szkoły.
Przy tysiącu zagranicznych studentów i dwóch tysiącach polskich przygotowywanie wspólnych imprez nastręcza trudności. Ale według przedstawicieli poznańskiej uczelni to nie do końca prawda, że zagraniczni i polscy studenci się nie zaprzyjaźniają. Czasem nawet się pobierają.
Zdaniem absolwentki Uniwersytetu Medycznego dr Olieny McNiscol wiele zależy od upodobań poszczególnych ludzi; od tego, czy rzeczywiście chcą się bratać z innymi. "Nie ma może jakichś wielkich wspólnych imprez, ale jeśli ktoś chce się wmieszać w środowisko, może to zrobić" – konstatuje dr McNiscol.
W nawiązaniu do pewnych różnic między atmosferą w polskich i amerykańskich uczelniach prof. Wiktor zwraca uwagę, że w Europie, a zwłaszcza w Polsce, wciąż obowiązuje niejako "bizantyjski" styl w relacjach studenci-profesorzy.
"W USA jako profesor jestem najemnikiem, starszym kolegą. Każda uczelnia ma dziekana opiekującego się studentami, zajmuje ich problemami socjalnymi, mieszkaniowymi, psychologicznymi, a tego w Polsce nie ma" – mówi założyciel anglojęzycznego programu.
Jak zapewnia prof. Czarnecka, wśród profesorów, przynajmniej na stomatologii, następuje zmiana pokoleniowa. Nowi mają już inne – bardziej zbliżone do zachodniego podejście do studentów, choć może jeszcze nie tak otwarte jak w Ameryce, ale bardziej partnerskie. Wiele zależy jednak od samych studentów.

Wiadomość*:

Dodaj komentarz:

Podpis:

Wpisz kod z obrazka powyżej:


loc